ME piłka ręczna. Niskie loty Orłów Wenty

Olbrzymi zawód reprezentacji Polski na otwarcie mistrzostw Europy w Serbii. Po bardzo słabej grze, z aż piętnastoma stratami na koncie, ulegli gospodarzom 18:22
- Najważniejsze będzie nasze nastawienie - przed meczem i przez jego pierwszy kwadrans. Jeżeli nie będzie nerwowości i napięcia to mamy szansę wygrać. Dobry początek sprawi, że rywale będą w napięciu - przestrzegał na swoim blogu Sławomir Szmal, wielki nieobecny reprezentacji Polski. Niestety jego koledzy z parkietu zaczęli fatalnie, wyglądali na bardzo zdenerwowanych, kompletnie nie radzących sobie z presją tego spotkania. Po owym kwadransie biało-czerwoni przegrywali już 3:7 a pierwszą bramkę zdobyli dopiero w piątej minucie (Michał Jurecki). Mieli olbrzymie problemy, zwłaszcza w ataku pozycyjnym, bo po tym okresie mieli aż pięć strat. Najczęściej notowali je szukając na kole kołowych: Bartosza Jureckiego czy najmłodszego w ekipie, debiutanta na imprezie o tak wielkiej randze - Kamila Syprzaka. Serbowie wiedzieli, że liderem ataku Polaków ma być Krzysztof Lijewski i tylko na to czekali, agresywną obroną wymuszali jego straty czy faule ofensywne. Rozgrywający niemieckiego Rhein-Neckar Löwen do przerwy zawodził. Zdobył tylko jedną bramkę na cztery rzuty i miał aż cztery straty.

Zdecydowanie lepiej od ataku funkcjonowała polska obrona, kilka razy nieźle spisał się też w bramce Marcin Wichary (wygrał dwa pojedynki w rzutach karnych z największymi gwiazdami Serbów: bombardierami Momirem Iliciem i Marko Vujinem, który ma już podpisany kontrakt z najlepszą drużyną świata: THW Kiel). I właśnie te dwa elementy były jedynymi jasnymi punktami, nadzieję na lepszą drugą połowę.

Niestety dla polskich fanów, ich ulubieńcy znów zanotowali fatalny początek. Znów pięć minut musieli czekać na otwierającego gola, a wtedy przegrywali już 7:13. A nadzieja gasła tym bardziej, że gospodarzom, niesionym żywiołowym, niezwykle głośnym dopingiem kibiców, zaczęło już w ataku praktycznie wszystko wychodzić. W 39. minucie po sprytnym trafieniu Vujina prowadzili już 16:8 i było po emocjach. A w naszym zespole jedynymi pozytywnymi postaciami byli Wichary i trafiający nawet z dziesiątego metra Karol Bielecki.

Nawet zawsze wybuchowy Bogdan Wenta na czasie w końcówce spokojnie tłumaczył Polakom, co robią źle. A to znaczy, że był już pogodzony z porażką.

We wtorek Polacy zagrają ze Słowacją i by myśleć o wyjściu z grupy muszą ten mecz wygrać. W czwartek zmierzą się bowiem z wicemistrzami świata - Duńczykami. Oba spotkania o godz. 18.15, transmisja w TVP 2 i relacja Z Czuba i na żywo na Sport.pl. Do dalszych gier awansują trzy zespoły z zaliczeniem spotkań między nimi.

Przypomnijmy, ze na Bałkanach toczy się walka o upragniony cel - awans do Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Przepustkę daje mistrzostwo Europy lub porażka w finale z Francją (już zapewniła sobie awans jako mistrz świata). Możliwości awansu do jednego z trzech turniejów kwalifikacyjnych jest jednak wiele.