Sport.pl

MŚ piłkarzy ręcznych. Wiśniewski przed Słowenią: Jeśli wygramy, możemy wszystko

- Mają zawodników niesłychanie szybkich, zwinnych, sprytnych. Świetnie rzucają z biodra, z wyskoku, po zwodzie. Dla mnie to faworyt naszej grupy - mówi o Słoweńcach Adam Wiśniewski. Lewoskrzydłowy reprezentacji Polski wierzy, że na tle wymagającego rywala dobrze zaprezentują się jego młodzi koledzy, choć sam też mimo rozbitego czoła w meczu z Arabią Saudyjską zamierza zagrać. Mecz Polska - Słowenia we wtorek o godz. 20.15. Transmisja TVP 2, relacja na żywo w Sport.pl
Łukasz Jachimiak: Najpierw powiedz, co z twoim czołem.

Adam Wiśniewski: Zaraz po meczu z Arabią założono mi trzy szwy, powinno być OK. Mam nadzieję, że ze Słowenią zagram.

Przy kontuzjach podstawowych zawodników [mundial skończył się już dla Mariusza Jurkiewicza, który złamał kość śródręcza] polscy kibice będą musieli szybciej uczyć się takich nazwisk jak Bartczak, Chodara, Krajewski i Szpera. Wierzysz, że po meczach ze Słowenią i Serbią któreś z nich zapamiętają na długo?

- Ci zawodnicy są młodzi, trener Michael Biegler na nich postawił, a to znaczy, że sporo potrafią, ale dopiero zobaczymy, co się dzieje w ich głowach. Pamiętam, że sam mocno przeżywałem swoje pierwsze ważne mecze w kadrze. I tak jak oni teraz starałem się wykorzystać obecność starszych kolegów.

Wymienieni zawodnicy to głównie skrzydłowi - przychodzą do ciebie po rady?

- Bywa, że to starszyzna uczy się od młodzieży, co pokazuje, jak dobrze nowi zawodnicy czują się w naszym zespole. Ale hierarchia jest właściwa - częściej to młodzi pytają o wszystko i wszyscy tym chłopakom pomagamy. Bo skrzydłowi uczą się nie tylko od skrzydłowych. Dużo wskazówek dają im bramkarze, podpowiadają, jak utrudnić rzut.

Według planu prezesa ZPRP Andrzeja Kraśnickiego wasze rzuty mają być najlepsze za trzy lata. Myślisz, że do 2016 roku, kiedy w Polsce odbędą się mistrzostwa Europy, a w Rio de Janeiro igrzyska olimpijskie, kadra Bieglera będzie tak mocna, jak swego czasu zespół Bogdana Wenty?

- To naturalne, że prezes myśli długofalowo, ale my nie bylibyśmy sportowcami, gdybyśmy zakładali tak długie czekanie na sukces. Daję słowo, że każdy z chłopaków chce już na hiszpańskim mundialu walczyć o wszystko, w każdym z nas siedzi taka myśl, żeby pokazać, że nadal potrafimy robić wielkie rzeczy. Ja sam o 2016 roku teraz w ogóle nie myślę. Nie mówię, że chcę skończyć karierę przed dwoma tak ważnymi turniejami, ale przecież zupełnie nie wiem, czy będę miał szansę w nich wystąpić, czy trener będzie mnie jeszcze wtedy widział w kadrze. Na razie liczy się tu i teraz.

Tu i teraz czekają Słowenia, a później Serbia. To dwie okazje do tego, żeby zapomnieć o porażkach z ubiegłego roku?

- O Alicante [w kwietniu 2012 roku nasi szczypiorniści nie zdołali tam wywalczyć awansu na igrzyska w Londynie] pewnie nigdy nie uda się zapomnieć żadnemu z nas. Przecież mecz z Serbią mieliśmy wygrany, już myśleliśmy o wyjeździe na igrzyska, a zremisowaliśmy, czyli tak naprawdę przegraliśmy wielką szansę. Gdyby nie tamten mecz, wszystko inaczej by się potoczyło, walczylibyśmy w Londynie i może osiągnęlibyśmy tam coś najcenniejszego w sportowym życiu. Złość jest w nas duża, myśl o tamtym spotkaniu na pewno będzie siedziała w naszych głowach, kiedy znów zmierzymy się z Serbami. Ale na razie nie możemy się na nich nakręcać, bo wcześniej czekają na nas jeszcze groźniejsi Słoweńcy.

Groźniejsi, bo od lat są w czołówce i zapowiadają, że teraz wreszcie zdobędą medal?

- Stać ich na to, bo grają bardzo fajną, szybką piłkę. Może nie mają takich dużych, ciężkich i silnych zawodników jak Serbowie, ale za to mają graczy chyba w naszym sporcie jeszcze groźniejszych - niesłychanie szybkich na nogach, zwinnych, sprytnych. Ich rozgrywający świetnie rzucają z biodra, z wyskoku, po zwodzie i wspaniale współpracują z kołem, sporo bramek, też efektownych, rzucają skrzydłowi. To naprawdę równy, bardzo mocny zespół. Dla mnie faworyt naszej grupy.

Dla polskich kibiców to wy jesteście faworytem meczu, bo w ostatnich latach przyzwyczailiście do tego, że ze Słoweńcami raczej wygrywacie.

- Kibice muszą wiedzieć, że w poprzednim sezonie słoweński Cimos Koper w fazie grupowej Ligi Mistrzów zremisował i wygrał z Wisłą Płock, a w 1/8 finału wyeliminował Vive Kielce.

Pewnie pamiętają, że po losowaniu w Kielcach wszyscy spodziewali się awansu do ćwierćfinału.

- Koper był górą, choć to w Kielcach grał Uros Zorman, który od lat jest mózgiem słoweńskiej kadry. Tych zawodników nie wolno nie doceniać, Koper w ćwierćfinale wygrał nawet pierwszy mecz z wielkim Atletico Madryt [jeszcze jako Ciudad Real Hiszpanie w ostatnich latach trzy razy wygrywali Ligę Mistrzów].

We wtorek będziecie musieli znaleźć receptę na spryt i finezję, a w czwartek - na serbskie bomby.

- Oj tak, Serbowie mają bombardierów. Momir Ilić, Marko Vujin, Petar Nenadić z Płocka - jest kim straszyć. Do tego dochodzą szybkie skrzydła i mocna bramka. Mistrzostwa zaczynają się na dobre.

Od początku było jasne, że Białoruś i Arabia Saudyjska to rywale na rozgrzewkę, ale nie chcieliście tego przyznać.

- Bo każdego rywala trzeba szanować, nie ma co mówić, że smak mistrzostw naprawdę poczuje się dopiero po którymś meczu, choć wiadomo, kiedy przychodzi moment, w którym trzeba zaznaczyć, że chce się sporo zwojować.

Nie boisz się, że ciężko będzie toczyć wojny ze Słoweńcami i Serbami, gdy ze wszystkich skrzydłowych tylko ty masz doświadczenie z dużych imprez i dajesz gwarancję, że nie pękniesz?

- Jak zawodnik jest dobrze nastawiony, a my naprawdę jesteśmy, to nawet kiedy się denerwuje, nie trwa to dłużej niż przez pierwsze dwie-trzy minuty. Później człowiek zapomina o stresie i zaczyna robić swoje.

Robić swoje w waszym przypadku teraz, jak chyba nigdy wcześniej, znaczy bronić, bo trener Biegler mówi o defensywie bez przerwy?

- Bo obrona w piłce ręcznej jest kluczem do wszystkiego. Jak zatrzymasz akcję przeciwnika, to możesz pójść z kontrą, zdobyć łatwą, szybką bramkę. Trener kładzie nacisk na defensywę i ma rację, ale w ataku też robiliśmy sporo taktyki, poza tym w większości znamy się od wielu lat, mamy swoje zagrywki, a nowi, jak "Kubeł" [rozgrywający Michał Kubisztal], już je poznali.

Nie pogubicie się w trudnych dla was chwilach, czyli wtedy, gdy rywale wyjdą do was w obronie wysoko?

- Ćwiczyliśmy grę pod wysoką obronę, wiemy, że często mieliśmy z tym problemy, że głupio gubiliśmy piłki. Na treningach szło dobrze, teraz się okaże, jak idzie w meczach.

Jeśli wygracie ze Słowenią i Serbią, będzie to znaczyło, że po Wencie została mocna grupa, a nie tylko kilku niezłych zawodników, z których od nowa trzeba budować zespół?

- My nadal nim jesteśmy. Kiedy trener ogłosił nam, że odchodzi, ta informacja została w szatni, nikt jej nie wyniósł. Wcześniej też wiele było spraw, o których nikt się nie dowiedział, które zostały między nami. Oczywiście nie tylko złych. Jesteśmy grupą, która w każdej sytuacji trzyma się razem.

Ale czy ta grupa nadal potrafi wyszarpać zwycięstwo każdemu, nawet największemu rywalowi?

- W tamtym roku w Alicante zabrakło nam jednej bramki w meczu z Serbią, by jechać na igrzyska, a na mistrzostwach Europy w Serbii jednego punktu, by być w półfinale i walczyć o medal. W meczu ze Szwecją przegrywaliśmy do przerwy różnicą 11 bramek, dogoniliśmy ich, ale tylko zremisowaliśmy. Teraz musimy się bić z rywalami jeszcze mocniej i nie odpuścić im nawet na moment, żeby aż tak nie gonić. Zacięte końcówki w takich meczach jak ze Słowenią i Serbią będą na pewno, bo w piłce ręcznej jest z osiem w miarę równych drużyn i każda z każdą wygrywa minimalnie. Według mnie my ciągle potrafimy takie końcówki wygrywać, dlatego celujemy w pierwsze miejsce w grupie.

A później w medal?

- Nie chcę mówić, że go zdobędziemy. Zagrajmy te dwa mecze, a jak nam wyjdą, to poczujemy, na co nas stać. Jeśli wygramy, to będziemy wiedzieli, że możemy wszystko.

Więcej o: