Sport.pl

Wiesław Chrobot: Nadrabialiśmy atmosferą i truskawkami

W 20-letniej historii turnieju zdarzały się takie chwile, gdy można było dostać palpitacji serca - wspomina Wiesław Chrobot, dyrektor turnieju tenisa na wózkach Płock Orlen Polish Open.
W latach 90. nie było hotelu w Płocku, który byłby dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. Uczestnicy turnieju początkowo mieszkali w najlepszym hotelu w mieście - Petropolu. O ile można było się jako tako poruszać po piętrach i pokojach, to największy problem zawodnicy mieli... w łazienkach pod prysznicem.

Bo jak mieli się kąpać, skoro nie było w kabinach krzesełek, a dostępu chronił próg? - W porozumieniu z dyrekcją placówki w pokojach na kilku piętrach pod prysznicami zamontowaliśmy plastikowe stołki robione specjalnie pod wymiar - opowiada Chrobot. - Montaż był ogromnym wyzwaniem, bo każdy stołek ważył 30 kilogramów! A było ich kilkanaście. Po turnieju były one demontowane, ale służyły nam podczas kilku edycji. Zresztą mamy je do tej pory, służą jako ławeczki przy kortach.

W pamięci Wiesława Chrobota utkwiła jeszcze inna historia. Związana jest z remontami starej przeprawy mostowej i Petropolem, w którym mieli zamieszkać zawodnicy. Dopiero dwa miesiące przed turniejem okazało się, że w planach jest remont hotelu! W tej sytuacji organizatorzy musieli zdecydować: albo turniej zostanie odwołany, albo tenisiści zamieszkają w byłym ośrodku wypoczynkowym FMŻ w Soczewce, który właśnie modernizowano.

- Zawody się odbyły, a my usłyszeliśmy od zawodników dużo złego. Narzekali na warunki, że były nieodpowiednie. W tym samym roku do późnych godzin przeciągnął się finał debla, czym bardzo zniecierpliwione były władze miasta, które w Soczewce czekały na finalistów i rozpoczęcie bankietu pożegnalnego. Ale zanim tam dojechaliśmy, to wybiła prawie północ. Zawodnicy wracali później wspomnieniami do tej historii. Najbardziej zapamiętali to, że po raz pierwszy w życiu mogli przejechać mostem pontonowym przez Wisłę - uśmiecha się Chrobot.

W finale jednej z pierwszych edycji nastąpiło załamanie pogody. - Czekaliśmy jak na zbawienie na poprawę aury. Finał gry singlowej się opóźnił, a najbardziej zniecierpliwiony był jeden z finalistów Austriak Martin Legner, bo śpieszył się na samolot. W końcu wyjechał z Płocka zaledwie kilkadziesiąt minut przed planowanym odlotem. Wielkie podziękowania dla pań z biura LOT lotniska w Warszawie, które opóźniły rejs. Dziś takie rzeczy byłyby niemożliwe - nie może wyjść z podziwu prezes SIKT Płock.

Ważną rolę w tym zdarzeniu odegrał kierowca Marek Siwiński, który zawiózł Austriaka do Warszawy autem jednego ze sponsorów. - Dostał od nas do kieszeni na dwa mandaty, byleby jak najszybciej dostarczył zawodnika na lotnisko - uśmiecha się Chrobot. Pan Marek jest obecnie kierowcą w Komunikacji Miejskiej.

W 1998 r. w trakcie meczu jednemu z zawodników pękła rama wózka. Pojawił się problem z naprawą, bo było to sobotnie popołudnie. Z pomocą przyszedł Zbigniew Rola, właściciel firmy Izotechnik, jedynej wtedy w Płocku, która dysponowała techniką służącą do spawania części aluminiowych. Sprowadził fachowca, a cała operacja trwała 1,5 godziny. Zawodnik nie dość, że dograł przerwany mecz, to jeszcze go wygrał.

W 2004 r. Płock Orlen Polish Open otrzymał kategorię ITF 2. Turniej odbył się tydzień przed Drużynowymi Mistrzostwami Świata w Sopocie. Udział w nich zapowiedziało 400 zawodników z całego świata.

- Najlepszych z tego grona gościliśmy w Płocku. A była to światowa czołówka tenisa na wózkach, m.in. z Meksyku, Chile, Australii, Peru, USA, Nowej Zelandii, Holandii, Japonii - wylicza jednym tchem Chrobot. - Wszystkich po naszych zawodach trzeba było odwieźć do Sopotu. Nikt nie spodziewał się, a już na pewno nie sami zawodnicy, że kilkaset kilometrów przejadą... autobusami komunikacji miejskiej! Pamiętam, że musieliśmy wystąpić nawet o specjalną zgodę do Ministerstwa Transportu na przejazd czerwoniakiem po drogach krajowych.

Warto też zaznaczyć, że był to jedyny turniej, w którym nie startowali płocczanie, bo w tym samym czasie wystąpili na zawodach w Lesznie.

- Turniej przetrwał 20 lat dzięki ludziom, którzy chcieli nam pomagać oraz miastu i Orlenowi, naszym głównym sponsorom. Nie przetrwalibyśmy tylu lat bez wolontariuszy - podkreśla Wiesław Chrobot. - Kiedyś czasy były inne, widać było więcej entuzjazmu. Firmy prywatne sporo zarabiały, nie pojawiały się problemy z dopięciem budżetu, tak jak ostatnimi laty. Kryzys dopadł także Płock Orlen Polish Open. Infrastruktura sportowa i socjalna na naszym obiekcie jest jedną z najgorszych wśród organizatorów turniejów kategorii ITF 2. Nadrabiamy atmosferą i... truskawkami. Podczas niektórych poprzednich edycji musieliśmy oszczędzać; zaczynając od obiadów dla wolontariuszy, a kończąc na warunkach dla zawodników. Nadal kilka razy przyglądamy się każdej złotówce. Dlatego moim marzeniem turniejowym jest, aby prezydent miasta i prezes PKN Orlen zaprosili mnie kiedyś do siebie i powiedzieli: ile pieniędzy potrzeba na organizację turnieju, aby go zrobić na poziomie zawodów w Czechach, Holandii, Japonii czy USA?

Więcej o:
Komentarze (1)
Wiesław Chrobot: Nadrabialiśmy atmosferą i truskawkami
Zaloguj się
  • qast

    Oceniono 2 razy 2

    Brawo organizatorzy ! Brawo pan Chrobot ! Taki jest prawdziwy sens bycia działaczem sportowym!
    Taki jest prawdziwy sensu życia - czymić dobro innym i nadawać sens innym życiom

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX