Sport.pl

PSL chce, prezydent z PO daje. I SPR Wisła ma koalicyjnego wiceprezesa [POLITYKA W SPORCIE]

Decyzja o powołaniu wiceprezesa Sekcji Piłki Ręcznej Wisła jest rezultatem porozumień koalicyjnych. Jego osobę rekomendował PSL. I ja ją zaakceptowałem. Dajmy czas, dziewięć miesięcy, nowemu wiceprezesowi. Niech się wykaże w pracy. I dopiero wtedy go oceniajmy.
Tak sprawę nominacji Huberta Murawskiego na wiceprezesa Sekcji Piłki Ręcznej Wisła komentuje prezydent Płocka Andrzej Nowakowski. Kilka dni temu podkreślał: - Przez długi czas po rezygnacji prezesa Roberta Raczkowskiego prezes Artur Zieliński musiał sobie radzić sam. Stanowisko to pociąga za sobą bardzo duży zakres obowiązków, m.in. organizacyjnych czy tak istotnych, jak opracowywanie budżetu spółki, pilnowanie kontraktów zawodników i trenerów. Od dłuższego czasu dawałem sygnały, że prezesowi Zielińskiemu przydałoby się wsparcie. Rozważaliśmy opcję, by w zarządzie klubu znalazł się przedstawiciel PKN Orlen, głównego sponsora SPR Wisła. Ale koncern nie skorzystał ze wskazania swojego członka zarządu.

Kim jest Hubert Murawski?

Z wykształcenia nauczyciel wf. Motocyklista, współorganizował wiele akcji dla płockich motocyklistów. Ostatnio pracował jako kierownik kompleksu Stoczniowca zarządzanego przez Miejski Zespół Obiektów Sportowych. Wcześniej przez 10 lat prowadził firmę z branży gastronomicznej "Xxl Foods Hubert Murawski". Pracował też jako specjalista ds. handlowo-marketingowych w dwóch firmach. Z piłką ręczną wiele wspólnego nie ma. Jest związany z Polskim Stronnictwem Ludowym. Z ramienia tego ugrupowania zasiada w radzie gminy Stara Biała, przewodniczy w niej komisji polityki społecznej.

Wieść o tym, że zostanie wiceprezesem SPR ujawniono pod koniec ubiegłego tygodnia.

- Decyzja jest efektem porozumień koalicyjnych. Kandydaturę Huberta Murawskiego rekomendował PSL. I ja ją zaakceptowałem. Dajmy czas nowemu wiceprezesowi, by się wykazał. To dla niego szansa, może być wartością dodaną dla tego klubu. Poczekajmy na efekty jego pracy. I dopiero wtedy oceniajmy - apeluje prezydent Nowakowski.

W poniedziałek rozmawialiśmy z Hubertem Murawskim. Wysłaliśmy do autoryzacji wywiad, ale ostatecznie... odmówił jego publikacji. Nasz rozmówca - jak podkreśla - doszedł do wniosku, że w pierwszej kolejności musi odbyć spotkanie z zarządem, pracownikami klubu oraz kibicami. Dopiero wtedy będzie w stanie udzielić odpowiedzi na wszystkie pytania "Wyborczej".

Komentuje Adam Małachowski: To dramat dla klubu

"Dajmy szansę nowemu wiceprezesowi. Niech się wykaże w pracy" - apeluje prezydent. I ja się do tego apelu przyłączam. Uważam, że nikogo nie można dyskredytować już na samym starcie. Jest jednak w tej historii z nominacją coś, co mnie jako dziennikarza sportowego bardzo boli. Od kilku lat zarówno my, dziennikarze, jak i kibice piłki ręcznej, po każdej porażce w finale mistrzostw Polski jesteśmy uspokajani i karmieni kawałkami o tym, że "dysponujemy o wiele niższym budżetem od odwiecznego rywala z Kielc. Że nigdy nie będzie nas stać na opłacanie wysokiej klasy zawodników jak tam, w Kielcach. Przez to trudno nam nawiązać wyrównaną walkę o mistrzostwo".

A może wystarczyłoby zmienić podejście, tok myślenia, określić pewne priorytety? Podam przykład pierwszego prezesa SPR Wisła Andrzeja Miszczyńskiego, dla którego takim priorytetem zawsze był pierwszy zespół. Dla niego w obliczu stosunkowo małego budżetu liczyła się każda złotówka, która była przeznaczana na nowych lepszych zawodników. Wszystko po to, by ulepszać, podnosić poziom sportowy drużyny, która miała się bić o najwyższe cele nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Robił to wszystko nawet kosztem administracji, która jeszcze kilka lat temu ograniczała się do niezbędnego minimum. Teraz, co zresztą widać, te złotówki też się liczy i wydaje. Z tą różnicą, że na wypełnianie wyborczych zobowiązań i uszczęśliwianie politycznych sojuszników. A to już prawdziwy dramat dla klubu.