Sport.pl

W Ostrowcu kibole napadli na mistrzów Polski juniorów

Przykry incydent na piłkarskich mistrzostwach Polski juniorów w Ostrowcu. W czwartek wieczorem na piłkarzy Wisły Płock napadła grupa chuliganów. Wszystko wskazuje na to, że byli to pseudokibice miejscowego KSZO. A w sobotę o godz. 10 nafciarze grają ostatni mecz turnieju z walczącym o wicemistrzostwo SMS-em Łódź
Całe zdarzenie rozegrało się w czwartek około godz. 20.30 w okolicach parku miejskiego, kilkaset metrów od hotelu Gromada, w którym mieszkają zespoły biorące udział w imprezie. Młodzi zawodnicy z Płocka wyszli na spacer po mieście. Wtedy zaczepili ich miejscowi.

- To była około dwudziestoosobowa grupa kilkunastoletnich szczeniaków. Najpierw pod hotelem zaczęli wyzywać piłkarzy Lechii Gdańsk, potem zaatakowali nas, jak szliśmy koło parku. Wszystko przy okrzykach "KSZO, KSZO!" - relacjonuje Zbigniew Mierzyński, trener nafciarzy, świeżo upieczonych mistrzów Polski juniorów młodszych.

W kierunku piłkarzy poleciały kije i kamienie. - Przyjezdni nie chcieli szukać zwady i zawrócili do hotelu. Wtedy do jednego z zawodników podbiegł nieustalony sprawca. Było to na schodach, napastnik stał wyżej i kopnął chłopaka w głowę. Gdy ten upadł, sprawca kopnął go jeszcze raz - mówi Grzegorz Hudomięt, komendant policji z Ostrowca.

Poszkodowany piłkarz z Płocka trafił na pogotowie z rozciętą głową. Ma założonych kilka szwów.

- Takie wydarzenia mogą mieć miejsce wszędzie. W Ostrowcu generalnie czujemy się bezpiecznie, przecież organizatorzy nie mieli na ten incydent żadnego wpływu. Po prostu kolejny wybryk kibiców chuliganów - komentuje trener Wisły.

Policja pracuje nad ustaleniem sprawcy zdarzenia i pozostałych chuliganów. - Będziemy pracować nad tą sprawą. Nie może być tak, żeby nie można było wieczorem pospacerować po mieście - podkreśla komendant Hudomięt.

Przypomnijmy, że właśnie w czwartek, kilkadziesiąt minut wcześniej płoccy piłkarze zostali mistrzami Polski. Rozgrywany w Ostrowcu Świętokrzyskim turniej finałowy od początku toczył się pod dyktando Młodych Orłów. Już w pierwszym wtorkowym meczu pokonali 2:0 faworyzowaną Lechię Gdańsk. A gdy w czwartek ograli Salos Szczecin 4:2, zostali co najmniej wicemistrzami kraju. I już to było największym sukcesem w historii Wisły. Ale złoto było celem i... Wcale nie trzeba było na nie czekać do ostatniego, sobotniego meczu z SMS-em Łódź. Bo SMS przegrał z Lechią 0:1. I gdy zabrzmiał końcowy gwizdek tego spotkania, podopieczni Mierzyńskiego sięgnęli szczytu. - Teraz to my rozdajemy karty - śmieje się Zbigniew Mierzyński. - Bo my już jesteśmy mistrzami, a pozostała trójka ma jeszcze szanse na srebro.

Radość zmącił wieczorny incydent, w którym ucierpiał Sebastian Załęski. Kapitan nafciarzy i dobry duch zespołu był w Ostrowcu pomimo kontuzji. - On dla tej drużyny bardzo dużo znaczy. To się nazywa mieć pecha - martwi się trener.

Na szczęście wczoraj wszystko wróciło do normy. A i humory wyraźnie się poprawiły. Radość dawało złoto i wspólna wizyta na basenie z piłkarzami Salosu. - Dobrze, że ten incydent mamy już za sobą - zaznacza Mierzyński. - Chłopcy są już radośni i zadowoleni. Żyją tylko pojedynkiem z SMS-em. Chcą wygrać i pokazać, że rzeczywiście są najlepsi i że w zdobyciu tytułu nikt im nie pomógł.

Ostatnie spotkanie nafciarzy rozpocznie się o godz. 10. I choć to zawodnicy zaledwie 17-letni, to już będzie to pojedynek z podtekstami. Choćby dlatego, że szefem SMS-u jest mianowany w środę na członka zarządu Wisły ds. sportowych Janusz Matusiak. - Tak źle nie będzie, bo wiem, że ma dla chłopców niespodziankę. Tylko proszę im nie mówić. Musimy z nimi zagrać tak jak potrafimy najlepiej. To naprawdę dobry zespół, który z Lechią przegrał pechowo. Można powiedzieć, że to oni atakowali non stop przez pełne 80 min meczu, a wygrał rywal, który wyprowadził jedną skuteczną kontrę. Czy wygramy? Nie wiem. Ale coś powiem o chłopakach, o mojej drużynie. Nigdy, przed żadnym meczem nie byłem pewny zwycięstwa. Ale zawsze powtarzałem i tego akurat pewien byłem, że zawodnicy powalczą. Zawsze to robili i w sobotę też tak będzie - dodaje Mierzyński.

Złoto piłkarzy pokazuje, jaka siła drzemie w płockich 17-latkach. Bo przecież szczypiorniści Michała Skórskiego, którzy też zostali mistrzami kraju, pochodzą z rocznika 1991. A m.in. bramkarz Daniel Jarosz czy Kamil Mokrzki najpierw grali w piłkę nożną w ekipie Młodych Orłów '91. Mierzyński: - To świetna sprawa. Grali u mnie, potem zajęli się z sukcesami piłką ręczną. Mamy w Płocku mnóstwo talentów. Najważniejsze, żeby się tylko nimi należycie zaopiekować. Chłopcy potrzebują zainteresowania, a wtedy są w stanie osiągać cuda. No bo kto wcześniej na nas stawiał?

A w minionym sezonie - na do tej pory rozegrane 33 mecze mistrzowskie - Młode Orły zwyciężyły 30 razy, 2 razy remisowały i raz przegrały. - Pamiętam. Już byliśmy mistrzami Mazowsza i z różnych względów pojechaliśmy w bardzo okrojonym składzie i było tylko 12 chłopców. Przegraliśmy z Hutnikiem Warszawa 1:2. Ale o czym my mówimy, skoro w lidze zdobyliśmy ponad 100 bramek, a straciliśmy tylko 12? Cieszmy się z mistrzostwa - kończy szkoleniowiec.