Warta Poznań - Wisła Płock 3:2

Wisła nie dała rady poznańskiej Warcie, przegrywając 2:3 w 8. kolejce I ligi. Jest to druga porażka nafciarzy w tym sezonie, nie licząc walkowera dla Znicza, od którego nafciarze się jeszcze odwołują
Nafciarze zaczęli fatalnie. Szczególnie dały o sobie znać błędy w obronie, które prześladują jedenastkę z Płocka od początku sezonu. I Warta w sposób bezwzględny potrafiła to wykorzystać.

Od pierwszych minut spotkania poznaniacy rzucili się do zdecydowanych ataków, czego efektem był gol strzelony już w 4. min. Marcin Klatt popisał się długim podaniem z głębi pola do Tomasza Magdziarza, który strzałem w długi róg zmusił Roberta Gubca do kapitulacji. Przy tej bramce bramkarz Wisły był bez szans na skuteczną interwencję.

Po strzeleniu gola gospodarze nie odpuszczali, dążąc do podwyższenia wyniku. I udało im się to w 13. min. Po krótko rozegranym rzucie wolnym Magdziarza z Sergio Batatą, Brazyliczyk strzelił nie do obrony w okienko.

Dopiero teraz nafciarze ruszyli do odrabiania strat. Po przejęciu piłki w środku pola Kamil Majkowski zainicjował kontrę, po której płocczanie wywalczyli rzut rożny. Piłkę szybko wymienili między sobą Adrian Mierzejewski i Łukasz Grzeszczyk. Ten ostatni oddał strzał, po którym Łukasz Radliński musiał wyciągać piłkę z siatki.

Wisła próbowała dalej, ale przy kolejnych akcjach Bartosza Wiśniewskiego i Kamila Gęśli, które mogły się podobać, brakowało wykończenia i odrobiny szczęścia. W odpowiedzi Warta groźnie kontratakowała, jednak strzały aktywnego w tej części meczu Krzysztofa Sikory nie znalazły - na szczęście - drogi do płockiej bramki.

Naszym defensorom ostro we znaki dawali się szybcy Batata i Ngamayama oraz zabójcze dośrodkowania Magdziarza, który rozgrywał kapitalne spotkanie. Jedna z kontr gospodarzy, którzy królowali na swoim "ogródku" - jak nazywane jest boisko Warty - przyniosła rzut wolny. Magdziarz dośrodkował z prawej strony wprost na głowę Tomasza Bekasa. Ten z 8 m spokojnie przelobował Gubca.

Widocznie trener Mirosław Jabłoński musiał ostro huknąć w przerwie na podopiecznych, bo po zmianie stron to nafciarze od początku mieli przewagę, starali się odrobić straty. Na prawej flance dwoił się i troił Majkowski, jednak jego szarże oraz dośrodkowania kończyły się na poznańskich defensorach. O przewadze płocczan najlepiej świadczą rzuty rożne, które były największym zagrożeniem dla gospodarzy. Kolejne dośrodkowania Ireneusza Kowalskiego i Mierzejewskiego z trudem piąstkował Radliński.

I wreszcie udało się. Po krótkim rozegraniu kornera między Kowalskim i Mierzejewskim ten drugi dośrodkował na głowę Sławomira Jarczyka, który trafił w poprzeczkę. Na szczęście na miejscu był Bartosz Wiśniewski, który strącił piłkę głową do pustej bramki.

Znów odżyły nadzieje na dobry wynik. Ataki nafciarzy nie ustawały. Prostopadłymi podaniami popisywał się Grzeszczyk, który często uruchamiał Tomasza Grudnia. Po jednej z takich akcji, futbolówkę po strzale naszego napastnika, w ostatniej chwili z linii bramkowej wybił Paweł Ignasiński. Później, mimo doliczonych trzech minut, płocczanie już nic nie potrafili zrobić.

Kolejny mecz nafciarze rozegrają u siebie. 7 września o godz. 18 rywalem będzie Motor Lublin.

Warta Poznań - Wisła Płock 3:2 (3:1)

Bramki:

Warta: Tomasz Magdziarz (4.), Sergio Batata (13.), Tomasz Bekas (40.)

Wisła: Łukasz Grzeszczyk (19.), Bartosz Wiśniewski (69.),

Widzów: 200

Sędzia: Paweł Pskit (Łódź)

Składy:

Warta: Radliński - Ignasiński, Jankowski, Otuszewski, Marcinkiewicz Ż (46.Ragaman) - Ngamayama, Bekas Ż, Magdziarz - Klatt (42. Iwanicki), Sikora (82. Wan)

Wisła: Gubiec - Żytko, Jarczyk, Belada, Mihailovic - Kowalski, Mierzejewski (79. Gregorek), B. Wiśniewski, Grzeszczyk Ż - Majkowski (63. Grudzień), Gęśla (46. Wyszogrodzki Ż)