Sport.pl

-Wisła sięga dna i przegrywa ze słabym Dolcanem

Nafciarze nie sprostali ostatniej drużynie I ligi Dolcanowi Ząbki i na własnym stadionie, po bardzo słabej grze, przegrali 0:1. Czerwoną kartkę dostał Łukasz Grzeszczyk, który żegnany gwizdami pokazał kibicom dwukrotnie obraźliwy gest, ten z wyprostowanym palcem.
I obawy i słowa trenera Mirosława Jabłońskiego sprawdziły się w 100 proc. Dla nafciarzy mecz z ostatnią drużyną w tabeli miał być pojedynkiem na odbudowanie morale, po blamażu w Świnoujściu. Nie udało się, a właściwie było jeszcze gorzej. Gospodarze zagrali bez pomysłu, wiary, zawodzili właściwie w każdym elemencie gry.

A Dolcan? Nie przyjechał do Płocka tylko się bronić. Wręcz przeciwnie, od pierwszych minut próbował zdobyć bramkę i przejąć ostatecznie kontrolę nad przebiegiem meczu. - Przystąpiliśmy do spotkania bardzo zmotywowani, bo jakaś gazeta napisała, że jesteśmy drużyną z prowincji - mówił później Marcin Sasal, trener Dolcana.

Początek zdawał się potwierdzać te słowa. Już w 6. min po rzucie wolnym Marcin Stańczyk, który technicznie uderzył piłkę, Artur Melon musiał interweniować. W 14. min po błędzie Roberta Chwastka, piłkę przejął Wojciech Trochim, który dograł ją do wbiegającego w pole karne Piotra Kosiorowskiego. Znów Melon musiał ratować sytuację.

Odpowiedź nafciarzy... właściwie nie nadeszła. To, co miało być słabym punktem gości, okazało się dobrze zorganizowaną obroną, której aspirujący do gry w ekstraklasie gospodarze nie byli w stanie pokonać. Brak pomysłu na rozegranie piłki, problemy z przyjęciem, to kiepski obraz jaki zafundowali kibicom piłkarze Wisły.

Piłkarze z Ząbek widząc, że nafciarze nie są zbyt wymagającym rywalem, zwietrzyli swoją szansę. W 37. min Marcin Tataj wbiegł z piłką w pole karne i oddał strzał na tyle silny, żeby sprawić Melonowi kłopot. Na szczęście na raty, ale bramkarz złapał piłkę.

Wisłę stać było jedynie na słaby strzał Bartosza Wiśniewskiego.

Druga połowa to koszmaru ciąg dalszy. Na nic zdała się zmiana kiedy Ireneusza Kowalskiego zastąpił Tomasz Grudzień, bo jeden piłkarz, któremu chciało się biegać to zdecydowanie za mało. Dobra, konsekwentna gra gości, z każdą chwilą coraz bardziej frustrowała nafciarzy. Szczególnie Łukasza Grzeszczyka, który bezpardonowo ściął w 71. min mijającego go rywala. Sędzia mógł tylko wyrzucić go z boiska. Pomocnik Wisły dopiero teraz postanowił zaznaczyć wyraźnie swoją bytność na boisku, pokazując dwukrotnie kibicom wyprostowany palec prawej ręki.

A goście dalej grali swoje. I to jak. Kiedy zanosiło się na bezbramkowy remis, w 83. min Jacek Gabrusiewicz, strzałem w prawy róg bramki wykończył kontrę Dolcana. No i Wisłę.

Wisła Płock - Dolcan Ząbki 0:1 (0:0)

Bramki: Jacek Gabrusiewicz (83.)

Widzów ok.600

Sędzia: Cezary Smoleński

Składy:

Wisła: Melon - Mihailović, Jarczyk Ż, Belada Ż, Chwastek - Wyszogrodzki (62. Majkowski), Mierzejewski, Grzeszczyk CZ, Kowalski (69. Grudzień) - Gęśla (77. Sielewski), B. Wiśniewski

Dolcan: Humerski - Korkuć ŻCZ, Stawicki, Jędrzejczyk Ż, Warakomski - Gabrusiewicz Ż, Papierz (89. Chudziński Ż), Stańczyk, Kosiorowski (85. Frączczak) - Tataj, Trochim (79. Solecki)

Zdaniem trenerów

Mirosław Jabłoński, Wisła

- Mecze, które stawiają na agresywną walkę nie są dla nas dobre. Wiedzieliśmy, że nie będzie to spacerek. W dzisiejszym rywale dobrze grali, przeszkadzali i w końcu nas skontrowali. Nie można grać tak jak my dzisiaj. Przestrzegałem piłkarzy, że przez cały mecz nie da się grać pressingiem. Dzisiejszy mecz wyglądał gorzej niż to miało miejsce w Świnoujściu. Za mało strzelaliśmy na bramkę przeciwnika, a tak meczu nie można wygrać. Po prostu nie mamy napastnika, który miałby te bramki strzelać. Co do zachowania Łukasza Grzeszczyka, to jest ono nieprofesjonalne. Jeszcze za wcześnie mówić o konsekwencjach czy karach.