Sport.pl

Wisła jest, niestety, chora

Odkąd istnieje obecny zarząd klubu, no może z wyjątkiem prezesa Jerzego Ożoga, bo ten w Płocku zaistniał dopiero w grudniu, jego członkowie uczciwie dbają o to, żeby o nich nie zapominać. Za "gruba książka" z przepisami pokazała nam kiedyś, że jeszcze nieraz będzie wesoło. A raczej, że będziemy się śmiać przez łzy.

Nie chciałbym się czepiać dla samego czepiania. Ale nad paroma rzeczami nie umiem przejść do porządku dziennego.

Oto mamy wiceprezesa Janusza Matusiaka, który jest jednocześnie wiceprezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej ds. piłki profesjonalnej. I choć sam przyznaje się do tego, że będąc pracownikiem Wisły, był też szefem piłkarskiego łódzkiego SMS-u, że podpisywał in blanco dokumenty itd. itd., nadal ma się dobrze. I choć wiem, że nie był szczery wobec właściciela klubu, czyli Urzędu Miasta, ratusz nie zrobił nic, żeby naganne praktyki napiętnować.

Ale to nic. Nasza Wisła jedzie na ligowy mecz z GKS-em Katowice, który decyzją PZPN jest zamknięty dla kibiców. Co robią włodarze klubu? Kpią sobie ze związku w żywe oczy, umożliwiając kilku fanom Wisły wejście na mecz. Nie mam nic przeciwko kibicom, członkom Stowarzyszenia Sympatyków Klubu Wisła Płock, które współtworzyłem. Uważam jednak, że prawo, zwłaszcza przez nich, powinno być bezwzględnie przestrzegane. Tak, żeby dali przykład innym.

I sprawa najświeższa. W piątek Wisła, wobec niemożności załatwienia licencji Piotrowi Szczechowiczowi, zatrudniła Włodzimierza Tylaka. Prezes Ożóg tłumaczy, że to jedyne w tej chwili wyjście. Ale czemu trenera nie ma przed meczem z drużyną? Czemu do Płocka dojeżdża dopiero w trakcie spotkania? Panowie, czy nawet tak prostej rzeczy jak zmiana trenera, nie potrafiliście zorganizować? Ja jeszcze nie słyszałem o takim przypadku, żeby trener wpisany do protokołu, tak sobie wpadał na mecz, na drugą połowę...