Sport.pl

Szczypiorniści "namaścili" budowę hali

Luźna, kilkudziesięcioosobowa grupa. Wszystko chłopaki jak malowanie. Wielkie, zdrowe, silne. Nic tylko do łopaty posłać. I poszli na budowę. I założyli kaski. I wzięli łopaty w dłonie. Mistrzowie Polski, szczypiorniści Wisły Płock, gościli wczoraj na budowie nowej hali. - Chętnie bym ich wszystkich do pracy przyjął - mówił z podziwem kierownik budowy Jacek Kłudkowski
Plac Celebry, do niedawna szpecący miasto ogrodzonymi nieużytkami, w ciągu kilku tygodni przekształcił się w plac budowy. To właśnie tu stanie nowiuśka hala widowiskowo-sportowa na 5,5 tysiąca miejsc. Według obietnic będzie gotowa do użytku za 18 miesięcy. Z miejsca stanie się główną areną zmagań i właściwie siedzibą najlepszej polskiej drużyny ostatnich lat - piłkarzy ręcznych Wisły Płock. Są na podium nieprzerwanie od 19 lat. Sześć razy zdobywali mistrzostwo Polski, trzykrotnie dublet (mistrzostwo i Puchar Polski w jednym sezonie) i dziesięciokrotnie Puchar Polski. Świadkiem wszystkich sukcesów była hala Chemika, dziś popularnie zwana Blaszak Areną. Tylko, że o ile w niej da się grać jeszcze w krajowej lidze, to w Europie już nie. A Wisła chce być przecież jeszcze większa.

Widok całej grupy zbliżającej się do placu budowy był imponujący. Podobnie jak widok, który ukazał się oczom szczypiornistów. Wykopy, ciężarówki z ziemią i wszędobylski pył, który chwilami przesłaniał widok. Starczyło kilka kroków, by buty, spodnie i niebieskie koszulki, zmieniły wygląd. Spokojny był tylko bramkarz Morten Seier, który wybrał się na budowę w japonkach. Reszta miała w domu trochę więcej pracy, żeby doprowadzić garderobę do porządku. Ale i tak mistrzowie zrobili wrażenie. Największe na kierowniku budowy. - Chętnie bym ich wszystkich do pracy przyjął - stwierdził Jacek Kłudkowski. - Są silni, wytrzymali i głodni sukcesu... Po chwili był jeszcze szczęśliwszy, gdy Łukasz Szczucki, dyrektor sportowy sekcji piłki ręcznej w Wiśle, wręczył mu piłkę z autografami zespołu. Nic dziwnego, że zaraz znalazły się łopaty, kaski, a nawet wielka koparka. Wszystko dla zawodników.

A ci cieszyli się jak dzieci. Wystarczyło wziąć łopatę do ręki i każdemu "gęba" się śmiała od ucha do ucha. Seier tym razem szalał, wymyślając coraz to nową pozę godną fotografii. Chciał nawet nauczyć duńskiej szermierki Rafała Kuptela. Na szczęście ten, używając ulubionego określenia trenera Flemminga Olivera Jensena, był "szybki na nogach". Sporo było zabawy, tym bardziej że wszystko przypominało filmy Stanisława Barei. "Hej młody Junaku, smutek zwalcz i strach! Przecież na tym piachu za trzydzieści lat, przebiegnie z pewnością jasna, długa, prosta, szeroka jak morze Trasa Łazienkowska! I z brzegiem zepnie drugi brzeg, na którym twój ojciec legł ! La, la, la, laaa, la, la, la..." - cisnęło się na usta. - Tyle się mówiło o nowej hali. A ja czekałem i czekałem. Już nawet nie chciało się wierzyć w te wszystkie obietnice. Mówiłem - jak zobaczę, to uwierzę. I co? Podjechałem któregoś dnia na stację, patrzę na plac, a tu koparki. Aż coś się ścisnęło ze wzruszenia - opowiadał masażysta Wisły Mariusz Jaroszewski.

Pod wrażeniem był też Jensen, który w żółtym kasku i ciemnych okularach, za sterami koparki, wyglądał jak prawdziwy budowniczy, a nie duński trener. - Bo nowa hala to wielki krok w kierunku bardziej profesjonalnego i atrakcyjnego handballu w Płocku - mówił. - Hala da też Wiśle większe możliwości na polu public relations i marketingu. Mam nadzieję, że będę jeszcze częścią Wisły, kiedy przyjdzie nam tu grać mecze.

- A ja mam całe brudne buty - pokazywał skrzydłowy Adam Wiśniewski. - Ale co tam. Warto było. Tyle lat czekaliśmy na halę i w końcu coś się dzieje.