Wisła podejmuje walczącą o ekstraklasę Koronę

Jesienią na stadionie Arena Kielce jedenastki Wisły i Korony pokazały ofensywny, szybki, ładny dla oka futbol. Jak będzie w Płocku, dowiemy się już w niedzielę. Początek spotkania o godz. 15.30
Niedzielny mecz z Koroną zapowiada się co najmniej ekscytująco. Jeśli obie jedenastki zagrają tak samo jak w pierwszym meczu, kibice w Płocku mogą być świadkami ciekawego, obfitującego w mnóstwo sytuacji podbramkowych widowiska. Mogą, ale nie muszą, bo i Koronie, i Wiśle w rundzie wiosennej idzie jak po grudzie.

- Co tu dużo mówić, awans nam się trochę oddala i teraz będziemy patrzeć na rywali i liczyć na ich potknięcia - mówi środkowy obrońca Korony Jacek Markiewicz. - Nasza postawa nie napawa optymizmem, bo na boisku przez trzy czwarte meczu gramy bardzo dobrze, a potem niepotrzebnie wkrada się w nasze szeregi rozluźnienie. Tracimy przez to bramki w końcówkach.

Jak twierdzi Markiewicz, w meczu z Wisłą ma być inaczej i przypomina pierwsze spotkanie obu jedenastek. - Był to dobry mecz, bo jednej i drugiej drużynie po prostu chciało się grać w piłkę - tłumaczy defensor Korony. - Teraz jedziemy do Płocka z nastawieniem, żeby przede wszystkim nie przegrać, a jak się uda wygrać. W waszej drużynie nie ma indywidualności, które mogłyby przesądzić losy meczu, ale jest za to drużyna. I to stanowi o sile Wisły.

Zwycięstwo w Płocku ma zapewnić powracający po kontuzji Paweł Sobolewski. - Wracam w trudnym momencie, ale postaram się pomóc. Wprawdzie jeszcze noga trochę boli, ale dam radę. Jestem przygotowany na grę przez 90 minut. Mam dobre wspomnienia ze stadionu w Płocku. Kiedyś zaliczyłem tam najpiękniejszą asystę w życiu [10 marca 2007 roku w 12 min. obsłużył Marcina Robaka; Korona wygrała 1:0 - red.]. Powtórka w niedzielę byłaby mile widziana - śmieje się kielecki lewoskrzydłowy.

Bardziej powściągliwy jest drugi trener Korony. - Każdy może wygrać z każdym. Na szczęście jest jeszcze tyle meczów do końca, że wbrew temu co niektórzy sądzą, nie musimy tylko czekać na potknięcia rywali. Skupiamy się na sobie, ale kluczem będzie zwycięstwo w Płocku - dodaje Sławomir Grzesik.

Dla trenera Włodzimierza Tylaka mecz z Koroną będzie trzecim, w którym wystąpi w roli pierwszego szkoleniowca nafciarzy. O dwóch pierwszych razach wszyscy chcieliby, jak najszybciej zapomnieć. - Te dwa ostatnie mecze po prostu nam się nie udały - mówi Tylak. - I w jednym, i drugim meczu graliśmy dobrze, jednak zabrakło skuteczności. Szczególnie w meczu u siebie z Wartą. Stworzyliśmy kilka sytuacji podbramkowych, z których powinny paść gole. W Lublinie Motor zagrał agresywnie na całym boisku i też nie daliśmy rady zdobyć punktów.

Czyżby do trzech razy sztuka? - Głównymi założeniami przed rundą, i na tym mamy się koncentrować, jest budowa zespołu pod kątem przyszłego sezonu - dodaje Włodzimierz Tylak. - Wisła dysponuje wieloma zawodnikami, którym w każdym meczu będziemy dawać szansę. Dobrze sobie poczyna Marcin Olejniczak i całkiem przyzwoicie na środku pomocy prezentuje się Jacek Moryc. I nadal będziemy starali się przeprowadzać pewne roszady w składzie.

A te podyktowane są problemami nafciarzy. W ostatnim meczu z Motorem kontuzji nabawił się Artur Wyczałkowski. - Naciągnął mięsień przywodziciela i jego absencja w meczu z Koroną jest raczej przesądzona - zaznacza szkoleniowiec Wisły. - Masażysta robi wszystko, żeby przywrócić go stanu używalności. Na dodatek na mięsień dwugłowy narzeka też Karol Gregorek.

Jak przyznaje nowy szkoleniowiec Wisły, w zespole Korony najbardziej można się obawiać Ediego Andradiny. - Jest to zawodnik, który potrafi pięknie rozgrywać piłkę, szybko i dokładnie. Można przypuszczać, że z takim zawodnikiem kielczanie przyjadą do Płocka zdeterminowani i będą chcieli wywieźć stąd korzystny rezultat - twierdzi Tylak. - Pressing i wysokie wyjście do naszych zawodników to będzie ich broń. Mają również groźnych skrzydłowych, ale nie zapominajmy, że Wisła ma Roberta Chwastka oraz Tomasza Grudnia, z postawy których też możemy się cieszyć.

Jaką więc Wisłę zobaczymy w niedzielnym meczu? - Na pewno walczącą o zwycięstwo - deklaruje pierwszy trener. - Będziemy starali się grać ofensywnie, ale nie zapominając o obronie. Na pewno chcemy wygrać z Koroną. Mimo że walczy nadal o awans do ekstraklasy, nie jest stuprocentowym faworytem, bo takich po prostu nie ma. Przykładem są nasze mecze z teoretycznie słabszymi zespołami Motorem i Wartą. Wiemy, jak gra Korona, ale o tym, która drużyna wygra, zadecyduje boisko.