Sport.pl

Wisła skromnie, ale wygrywa ze Stalą

Gol Bartosza Wiśniewskiego, strzelony w 39. min meczu, dał nafciarzom drugie z rzędu zwycięstwo w I lidze. Wydawało się, że płocczanie jeszcze bardziej przycisną, ale potem skupili się tylko na obronie wyniku. - To był nasz priorytet - ocenił szkoleniowiec Wisły Dariusz Kubicki
Po efektownym wyjazdowym zwycięstwie z Górnikiem Łęczna [3:0, wszystkie bramki zdobył Daniel Koczon - red.], nafciarze bardzo chcieli po raz pierwszy w tym sezonie wygrać w Płocku. - A ja już od poniedziałku przestrzegałem zawodników, że Stal nie jest taka słaba, jak na to wskazuje miejsce w tabeli - twierdzi Dariusz Kubicki. - Bo ma naprawdę wielu niezłych zawodników.

I słowa trenera szybko się potwierdziły. Inna sprawa, że zyskało na tym tylko widowisko. Z boiska nawet przez chwilę nie wiało nudą, a piłkarze obu drużyn, z każdą minutą coraz bardziej wciągali kibiców w widowisko. Było co oglądać, było czym się emocjonować. Pojawiło się nawet uczucie satysfakcji, że wreszcie na płockim stadionie gra się w piłkę. A grało się aż miło.

Wisła zaczęła odważnie, widać było, że gospodarzom zależy na szybkim zdobyciu gola. Z prawej strony szalał Tomasz Grudzień, który, jeśli nawet sam nie szukał gry, to szukała go piłka, szukali koledzy z drużyny. Zaskakująco aktywny był też operujący za napastnikami Bartosz Wiśniewski. Ale od samego początku pełne ręce roboty mieli też płoccy defensorzy, bo goście nie zamierzali biernie przyglądać się poczynaniom nafciarzy. I o ile Abel Salami czy Ihor Mihalevskyy początkowo zdawali się być niewidoczni, to druga linia pchała Stal zdecydowanie do przodu. Podobać mógł się Paweł Olszewski, a w szczególności lewoskrzydłowy Krzysztof Trela. Jednak to Adam Łagiewka dał pierwszy sygnał do szturmu. Jego uderzenie z dystansu w 6. min zaskoczyło nawet Przemysława Mierzwę. Na szczęście dla gospodarzy, na raty, ale bramkarz złapał piłkę.

Tak zaczęła się wymiana ciosów i każdy był coraz groźniejszy, każdy pachniał bramką. Na strzał Łagiewki podopieczni Kubickiego odpowiedzieli główką Krzysztofa Zaremby. Z wolnego dośrodkowywał wtedy Łukasz Masłowski, piłka jednak poszybowała nad bramką. W rewanżu rajd Treli próbował wślizgiem wykończyć Mihalevskyy. Potem był minimalnie niecelny strzał Roberta Chwastka, na długo jedyna akcja nafciarzy zainicjowana i przeprowadzona przez zawodnika grającego z lewej strony. A po kwadransie (centra Grudnia), po główce Wiśniewskiego, futbolówka spadła na siatkę, tuż za poprzeczką bramki gości.

Gol wisiał w powietrzu. Po stronie Stali kolejne uderzenie z dystansu oddał Longinus Uwakwe i ładną, ostrą centrą, wzdłuż bramki popisał się Olszewski. W pierwszym wypadku jednak Mierzwa pokazał, że pokonać go będzie piekielnie ciężkie, w drugim Wisłę uratowała przytomna interwencja Marcina Pacana.

Emocje rosły, a podbił je jeszcze Grudzień, który przebojem wpadł w pole karne gości. - Ale trochę za daleko wypuściłem sobie piłkę. Oddałem lekki strzał, bramkarz dobrze skrócił kąt... No nic, może w następnym meczu się uda - ocenił sytuację skrzydłowy.

Czasu na oddech jednak nie było. Znów Trela, i to dwukrotnie, potężnie huknął na bramkę. Interwencje Mierzwy były rewelacyjne. - On bronił wspaniale - ocenił szkoleniowiec Stali Przemysław Cecherz.

Czego w tym czasie brakowało Wiśle? Przerzucenia ciężaru gry na lewą stronę. Za dużo było pchania się środkiem czy prawą stroną. Zdał sobie z tego sprawę Daniel Koczon. Dwukrotnie ruszył lewą. Szybko, zaskakująco. Dwukrotnie dośrodkował. Za każdym razem piłkę odbierał Wiśniewski. O ile za pierwszym razem przyjął piłkę na piersi tak, że ta daleko mu odskoczyła i padła łupem obrońców, o tyle za drugim razem takiego błędu już nie popełnił. Więcej. W 39. min to on oszukał środek obrony gości i pilnującego go Uwakwę. Ślicznym, odważnym szczupakiem wpakował piłkę do siatki. - Cieszę się, że byliśmy w stanie udowodnić swoją wyższość przez strzelenie tej jednej bramki - mówił po meczu Kubicki. - Zresztą Bartek długo czekał na swoją szansę. Dzisiaj ją dostał, na trochę nietypowej pozycji. Mówiłem mu na odprawie, że dużo łatwiej będzie mu szukać pozycji właśnie z drugiej linii. I właśnie dzięki temu zdobył bramkę.

Apetyt rósł w miarę jedzenia. Gorzej, że po przerwie mecz już nie był widowiskiem. Gospodarze wyraźnie się nasycili prowadzeniem, całkowicie oddając pole piłkarzom ze Stalowej Woli. Oni za wszelką cenę chcieli doprowadzić choć do wyrównania. - A można tu było nawet wygrać - stwierdził kapitan gości, bramkarz Tomasz Wietecha. - Z jednej strony graliśmy naprawdę fajnie, lepiej niż ostatnio sobie pogrywamy. Ale w piłce za styl punktów się nie daje. Stworzyliśmy wiele sytuacji, ale to Wisła cały czas była o tę jedną bramkę lepsza.

Team Cecherza, który nie miał nic do stracenia, imponował odwagą i rozmachem. Doskonałym ruchem było wprowadzenie do gry Jurija Mikhalchuka i lekkie cofnięcie Mihalevskyego. Także Dariusz Stachowiak, który zastąpił zmęczonego Trelę, nękał nafciarzy. Czy to jednak później strzelali Mikhalchuk, czy Salami, Mierzwa, najpewniejszy punkt Wisły i jedyny zawodnik, który już nie miał się gdzie cofnąć, spisywał się bez zarzutu. Był zawsze tam, gdzie leciała piłka. Może z jednym wyjątkiem, gdy w 78. min strzałem bezpośrednio z rzutu wolnego w poprzeczkę huknął Mihalevskyy.

- W drugiej połowie oddaliśmy im inicjatywę. Może wynikało to z tego, że zdobyliśmy bramkę i chcieliśmy utrzymać wynik? - zastanawiał się Tomasz Grudzień. - Z naszej strony były tylko sporadyczne kontrataki. A Stal chciała wywieźć stąd przynajmniej jeden punkt. Wspominali w prasie, że te mecze z nami układały im się do tej pory dobrze. Ale tym razem trzy punkty zostały w Płocku.

Nerwy i emocje przyniósł jeszcze tylko doliczony czas gry. Najpierw za sprawą Macieja Wyszogrodzkiego, który wpadł w pole karne gości, przyjmując piłkę na piersi i strzelając z woleja. Trafił w słupek. Kilkadziesiąt sekund później, w polu karnym Wisły, w zamieszaniu, runął na ziemię Mikhalchuk. Sędzia nie dopatrzył się jednak przewinienia gospodarzy. - Mam troszeczkę pretensji do pana sędziego - żalił się na pomeczowej konferencji Przemysław Cecherz. - Całe spotkanie prowadził doskonale, ale uważam, że na koniec zabrakło mu trochę odwagi. Wszyscy z boku widzieliśmy, że Jurij Mikhalchuk był ciągnięty za koszulkę i że został sprowadzony do parteru. Uważam, że gdyby ta sytuacja nastąpiła wcześniej, zdecydowałby się gwizdnąć. A tak w 93. min po prostu się przestraszył. Szkoda.

Za to Kubicki był w dobrym humorze. - Trudno tak z boku ocenić sytuację. Ja nawet nie widziałem, kto brał w tej akcji udział. I czy było jakieś przewinienie. Poza tym w takich chwilach nas trenerów ponoszą często emocje, więc przed oceną wolałbym obejrzeć to na wideo. A jeśli chodzi o drugą połowę, to zależało nam na tym, żeby przede wszystkim nie stracić bramki. To było priorytetem. Już wiele meczów prowadziłem w karierze, że przy prowadzeniu 1:0 chciałem strzelić drugą bramkę i potem przegrywałem. Dzisiaj widziałem, że ciężko jest o dobre sytuacje. Dlatego utrzymanie zwycięstwa było dla nas tak ważne.

Wisła Płock - Stal Stalowa Wola 1:0 (1:0)

Bramka

Wiśniewski (39.)

Sędziował Marcin Słupiński (Łódzki ZPN)

Widzów ok. 1,7 tys.

Składy

Wisła: Mierzwa - Żytko, Jarczyk, Pacan, Chwastek - Grudzień (85. Pęczak), Wiśniewski (60. Wyszogrodzki Ż), Sielewski, Masłowski - Zaremba (81. Wyczałkowski), Koczon;

Stal: Wietecha - Szymiczek (84. Wasilewski), Maciorowski, Treściński, Lebioda - Olszewski, Uwakwe, Łagiewka (46. Mikhalchuk), Trela (63. Stachowiak) - Mihalevskyy Ż, Salami.