Żytko dał Wiśle remis w końcówce

Że Warta będzie groźna, wiadomo było od dawna. Mimo to Wisła już właściwie w pierwszej akcji mogła ustawić sobie mecz. Nie dała rady i później cały czas musiała gonić wynik. I gdyby nie zagranie ręką w polu karnym Alaina Ngamayamy, w trzeciej minucie doliczonego czasu gry, Mateusz Żytko nie zdobyłby wyrównującego gola. Wisła - Warta 1:1 (0:1)
To mogło być wymarzone otwarcie. Błyskawiczna akcja i dośrodkowanie Daniela Koczona, otworzyło nafciarzom drogę do bramki. A jednak zamykający główkujący Karol Kostrubała trafił w słupek. Do odbitej piłki dopadł jeszcze Bartosz Wiśniewski i zamiast wpakować ją do siatki, trafił w bramkarza.

Śmiało można było oczekiwać, że lada chwila padnie gol. Wisła przeważała, była szybka, ciągle jednak czegoś brakowało. I z czasem zaczęło jej być coraz trudniej. Bo goście przetrzymali napór i ani myśleli się bronić.

W odróżnieniu od nafciarzy wystarczyła im jedna akcja, jeden szybki rajd prawą stroną Pawła Ignasińskiego i ostre wstrzelenie piłki w pole karne. Wystarczyło, by Paweł Iwanicki trącił futbolówkę czubkiem buta, by to Warta objęła prowadzenie.

Widać środa zdecydowanie nie była dniem naszej drużyny. Bo choć chęci nafciarzom nie można odmówić, to jednak nie spisywali się najlepiej. A jeśli już dwukrotnie zdobyli gole, to ze spalonych.

W czym Warta była lepsza? Na pewno w sposobie rozgrywania piłki. W jej szeregach ciągle był ruch, ciągle ktoś wychodził na pozycję, ciągle ktoś szukał piłki, szukał gry. Szczególnie w drugiej połowie widać było, że nafciarze tak nie potrafią. Byli zbyt statyczni, by skutecznie odrobić straty. To ułatwiało zadanie trzymającym wynik gościom, którzy wykorzystywali każdą okazję do przeprowadzenia kontry. I kto wie, jak skończyłoby się spotkanie, gdyby Wisła nie miała w swoich szeregach znakomitego Przemysława Mierzwy. Ten dopiero potrafi wyjść obronną ręką z każdej opresji.

Bezsilność zmusiła Dariusza Kubickiego do zmian. Na boisku pojawił się młody Adam Dylewski, ofensywny Tomasz Grudzień i wreszcie napastnik Krzysztof Zaremba, wprowadzony w miejsce kapitana drużyny Sławomira Jarczyka.

Znów było żywiej, znów odważniej, znów niestety bez dobrego ostatniego podania. Gdy wydawało się, że płocczanie będą musieli przełknąć gorycz porażki, stał się cud. Nieco rozpaczliwie wrzuconą w pole karne piłkę, w dużym zamieszaniu, dotknął ręką Alain Ngamayama.

Była to trzecia minuta doliczonego czasu gry. Ostatnia i to najlepsza szansa na wyrównanie. Piłkę na 11 m ustawił Mateusz Żytko i pewnie kropnął w prawy róg bramki Łukasza Radlińskiego. A potem utonął w objęciach kolegów. - Jestem zadowolony z wyniku, bo praktycznie sekundy dzieliły Wartę od zwycięstwa - cieszył się po meczu szkoleniowiec nafciarzy Dariusz Kubicki. - Mateusz zachował się naprawdę wyśmienicie, a przecież była to naprawdę trudna chwila.

Z decyzją sędziego nie mógł się pogodzić Bogusław Baniak. - Tego, co się działo w końcówce, z szacunku dla trenera Kubickiego, jego warsztatu pracy i tego, że jest moim przyjacielem, nie będę komentował - stwierdził zdenerwowany trener Warty. - Jeszcze bym za dużo powiedział. Przed meczem remis może wziąłbym w ciemno, ale teraz... Pech, że nie wygraliśmy.

Wisła Płock - Warta Poznań 1:1 (1:0)

Bramki: 0:1 Iwanicki (19.), 1:1 Żytko (90+3. z karnego)

Sędziował Włodzimierz Bartos.

Widzów ok. 1500.

Składy

Wisła: Mierzwa - Żytko, Pacan, Jarczyk (80. Zaremba), Chwastek - Sielewski (63. Dylewski), Wyszogrodzki, Kostrubała Ż (70. Grudzień), Masłowski - Wiśniewski Ż, Koczon;

Warta: Radliński - Ignasiński Ż, Wichtowski, Ngamayama Ż, Otuszewski - Bekas, Wojciechowski - Magdziarz (90. Kopaniarz), Iwanicki Ż (69. Miklosik), Reiss - Klatt (83. Bała).