Sport.pl

Wisła już poza pucharami

Szczypiorniści Wisły mieli w tym sezonie walczyć udanie w europejskich pucharach, zdobyć Puchar Polski i odzyskać mistrzostwo. Po dwumeczu z islandzkim Haukarem już wiadomo, że o zdobyciu Europy mogą zapomnieć. W sobotę nafciarze przegrali w Hafnarfjordur 21:29 (6:17) i odpadli z rozgrywek
Już po pierwszym meczu w Łącku, który Wisła wygrała skromnie 30:28, było wiadomo, że o awans do następnej rundy Pucharu EHF, będzie piekielnie ciężko. Tym bardziej że nafciarze są zdziesiątkowani przez kontuzje. Sytuacja kadrowa naszej drużyny jest tak dramatyczna, że Flemming Oliver Jensen musiał sięgnąć do drugiego zespołu, by mieć choć jednego środkowego rozgrywającego. I 18-letni wychowanek Kamil Mokrzki spisał się w Hafnarfjordur całkiem przyzwoicie. - Właściwie Kamil był naszym pierwszym środkowym - opowiada Artur Góral, II trener Wisły. - Trochę zabrakło mu szczęścia, po prostu zapłacił frycowe. W paru jednak sytuacjach zagrał naprawdę super. Poza tym w historii Wisły jeszcze nie było zawodnika, który swój debiut w pierwszej drużynie miał od razu w tak ważnym meczu pucharowym i to jeszcze na środku.

Podobać mógł się jeszcze drugi młody zawodnik, w porównaniu z Mokrzkim bardziej doświadczony, kołowy Kamil Syprzak. Obaj zdobyli po jednej bramce i obaj... - Nie zwykłem nikogo chwalić po meczach, czy kogoś wyróżniać, ale przed nimi Europa się otworzyła - dodaje Góral. - Przekonali się, że mogą być naprawdę pełnowartościowymi zawodnikami. Przyszłość przed nimi i teraz będzie im się grało łatwiej. A że nie pociągnęli Wisły? Nikt na to nie liczył i nawet nie mogliśmy tego oczekiwać. Ale wrażenie zostawili naprawdę dobre.

No i na tym pozytywy już się kończą. Choć dobry występ zaliczył jeszcze Marcin Wichary w bramce, który miał 50- procentową skuteczność. Można śmiało powiedzieć, że dzięki niemy Wisła z pojedynku - co dziwnie zabrzmi - z twarzą. Podobać mógł się grający z musu na lewym rozegraniu skrzydłowy Adam Wiśniewski i pojedyncze akcje kilku innych nafciarzy. Bo sam mecz, zwłaszcza początek, był w wykonaniu Wisły dramatycznie zły. Sześć bramek do przerwy, to niemal niechlubny klubowy rekord. Mniej płocczanie zdobyli trzy lata temu w Kolding, gdzie w ramach rozgrywek grupowych Ligi Mistrzów rozgromił ich KIF. Wtedy pierwszą połowę nafciarze kończyli z dorobkiem... 4 bramek, tracąc przy tym 19!

- W pierwszej połowie zagrali tak, jak my mieliśmy zagrać - relacjonuje Artur Góral. - Połowę bramek rzucili po kontrach. Wymuszali nasze błędy. Niektóre rzuty były takie, że sami zawodnicy byli zaskoczeni po meczu, że takie decyzje podjęli.

- Rzeczywiście na początku kilka akcji nam nie wyszło - przyznaje kołowy Wisły Bartosz Wuszter, który w pewnym momencie sam zmuszony był grać na rozegraniu. - Ale potem powoli zaczęli nam odjeżdżać. Byli zdecydowanie szybsi, wygrywali walkę o wszystkie piłki. Popełnialiśmy niewymuszone błędy. Zagrali bardzo dobrze i wybijali nas z rytmu, nie pozwalali się rozpędzić. Ciężko było coś nam stworzyć, a jak się udało, to świetnie bronił Gudmundsson. Był jeszcze lepszy niż w Łącku.

Czerwone kartki ujrzało aż trzech płocczan. Rafał Kuptel, który oprócz obrony, także rozgrywał i wchodził na lewą połówkę, swoją dostał z gradacji kar. Drugą dołożył Alexey Peskov i dyrektor sportowy Wisły Łukasz Szczucki.

Haukar Hafnarfjordur - Wisła Płock 29:21 (17:6)

Haukar: Edvardsson, Gudmundson - Porgeirsson 2, Palsson, Brynjarsson 3, Halldorsson 5, Olafsson 2, Sveinsson 8, Viktorsson 1, Heimisson CZ (z gradacji kar), Sigurmannsson 1, Jonsson, Holmgeirsson 7.

Wisła: Seier, Wichary - Kwiatkowski, Backstrom 4, Miszka 3, Peskov 1 CZ, Paluch 4, Wiśniewski 4, Kuptel CZ (z gradacji), Wuszter, Mokrzki 1, Syprzak 1, Rumniak 3.

Kary: Haukar - 10 min; Wisła - 10 min.

Sędziowali: Henrik Makinen i Goran Jonsson (Szwecja).