Bogdan Zajączkowski wiceprezesem Wisły

Bogdan Zajączkowski

Bogdan Zajączkowski (fot. Piotr Augustyniak / AG)

Były szkoleniowiec płockich szczypiornistów i reprezentacji Polski znów wszedł do Wisły.
Oficjalnie taką decyzję Rada Nadzorcza Wisły podjęła wczoraj. Po, co jest oczywiste, konsultacji z właścicielem klubu, czyli ratuszem. I trudno takiej decyzji nie łączyć z ostatnimi, nie najlepszymi wynikami osiąganymi przez wicemistrzów Polski - odpadnięcie z Pucharu EHF, porażka z Zagłębiem Lubin, liczne kontuzje. Ale takiemu postawieniu sprawy sprzeciwia się przewodniczący rady nadzorczej Krzysztof Izmajłowicz. - O powołaniu takiego wiceprezesa myśleliśmy od początku roku. Wtedy wpadliśmy na pomysł, żeby do zarządu klubu wprowadzić osobę, która byłaby odpowiedzialna za sekcję piłki ręcznej. Zwłaszcza że status sekcji w klubie jest bardzo wysoki - stwierdził.

Decyzja właściciela najbardziej zaskakuje z innego powodu. Zajączkowski został zwolniony w 2008 r., gdy zdobył z Wisłą drugi w historii klubu dublet - tj. mistrzostwo i Puchar Polski. Choć dziś woli się sprawę nazywać "nieprzedłużeniem kontraktu".

Jaka będzie prawdziwa rola nowego wiceprezesa? Na to pytanie odpowiedź powinniśmy poznać w ciągu kilku najbliższych tygodni.

Justyna Woja: Pana powrót do Wisły jest zaskakujący.

Bogdan Zajączkowski, wiceprezes ds. sportowych Wisły Płock: Kilka razy już wracałem. Ten powrót jest jednak inny ze względu na rangę funkcji, którą objąłem. I nie wiem, czy to nie jest przypadkiem rola mojego życia. Od czasu, gdy prowadziłem reprezentację Polski, jest to najbardziej odpowiedzialne stanowisko, na jakim przyjdzie mi pracować. Oczywiście wszystkie poprzednie funkcje, jakie pełniłem, były dla mnie ważne, ale ta jest dla mnie bardzo dużym zaszczytem.

Wydawało się, że po tym, jak Wisła zwolniła pana w 2008 r. - po zdobyciu dubletu z drużyną - nie będzie pan chciał mieć z nią nic do czynienia.

- Ja tak do tego nie podchodzę. Dla mnie Wisła zawsze była numerem jeden, i to chyba nie ulega wątpliwości. Każdy, kto zna moją historię, wie, że robiłem dużo dla Wisły. Na pewno w tej sytuacji jest to ważne, bo jestem stąd i jestem tu dla Wisły.

Z czym wiąże się nowa funkcja, którą pan objął?

- Generalnie - koordynowanie sprawami klubu. Będę takim łącznikiem między radą nadzorczą a właścicielem klubu. Będę dawał wsparcie, starał się stabilizować pewne rzeczy. W sumie, to jeszcze dokładnie nie mogę powiedzieć, czym trzeba będzie się zająć, bo pełnię swoją funkcję dopiero jeden dzień. Rozmawiałem z pracownikami, spotkałem się ze sztabem szkoleniowym piłkarzy ręcznych, ale spotkanie nie było kompletne, bo zabrakło trenera Olivera Jensena. Ale i z nim porozmawiam.

Czy to, że w klubie pojawia się wiceprezes do spraw sportowych, oznacza, że zagrożeni są dyrektorzy sportowi obu sekcji?

- Nie, oni są zawarci w strukturze klubu, która nie jest zmieniana. Po prostu przybywa o jedną osobę więcej. To historyczna chwila, bo już od bardzo dawna w zarządzie nie było przedstawiciela sekcji przy takich sukcesach, jakie Wisła osiąga. Dlatego jest to znakomity moment, by podzielić się wiedzą. Ja jestem po to, żeby pomóc.

Sekcja piłki ręcznej, a konkretnie drużyna seniorów, jest w trudnej sytuacji. Szykuje pan jakieś zmiany?

- Żadnych zmian na razie nie planuję, bo najpierw muszę się dokładnie zapoznać ze wszystkimi sprawami. Trzeba popatrzeć, porozmawiać, konsultować i sprawdzić, co zostało zrobione, a co jeszcze trzeba będzie w najbliższym czasie zrobić.

A może w pewnym momencie wróci pan na ławkę trenerską?

- Kontrakt na to stanowisko podpisałem do 2012 r. i do tego czasu zawieszam buty trenerskie na kołku. Każdy szkoleniowiec ma swoją wizję. Ja tu nie jestem po to, żeby cokolwiek narzucać. Uważam, że Wisłą każdy chce sterować, a takich trenerów jest za dużo.