Sport.pl

Zajączkowski odwołany? Oficjalnie nikt nic nie wie

Bałagan, jaki panuje w Wiśle wokół sekcji piłki ręcznej, trudno już nazwać bałaganem, bo to zbyt delikatne określenie
Najpierw w ubiegły poniedziałek trener Flemming Oliver Jensen przesunął do rezerw trzech zawodników - Adama Wiśniewskiego, Bartosza Wusztera i Sebastiana Rumniaka - a później przywrócił ich do pierwszej drużyny. W środę władze sekcji, sztab szkoleniowy i szczypiorniści dostali zapewnienie od władz miasta, że mają dalej spokojnie pracować i na razie żadnych zmian w Wiśle nie będzie. Teoretycznie wszystko powinno wrócić do normy. Teoretycznie...

Praktycznie kilkanaście godzin po spotkaniu w ratuszu, już w czwartek z pracy w Wiśle zrezygnował duński szkoleniowiec nafciarzy. Ładnie pożegnał się z drużyną, choć nie z wiceprezesem Bogdanem Zajączkowskim. - Dziękuję za współpracę zarządowi, z wyjątkiem jednego wiceprezesa - napisał w "Gazecie". Bo tylko tajemnicą poliszynela było, że obaj panowie nie mogą się dogadać w żadnej sprawie. Właściwie odkąd w klubie pojawił się były szkoleniowiec Wisły, mówiło się, że dni Jensena są w Płocku policzone.

Biorąc to pod uwagę, wydawało się, że to koniec zaskakujących zmian. Tymczasem już w piątek po południu pojawiły się pierwsze głosy, że sam Zajączkowski został z klubu wyrzucony, choć przepracował w nim ledwie 30 dni. Od piątku jednak nieuchwytny był prezes rady nadzorczej (bo tylko ona mogła odwołać wiceprezesa) Krzysztof Izmajłowicz. Nie odbierał telefonu także w sobotę i niedzielę. Nieoficjalne wiadomości o odwołaniu potwierdzał tylko Zajączkowski, choćby żegnając się w sobotę z drużyną. Gdy i jego próbowaliśmy o to zapytać, stwierdził tylko, że skoro nie ma oficjalnego komunikatu, to i nie ma decyzji. I odesłał nas do prezesa Wisły Jerzego Ożoga. Ten z kolei zalecił pytania kierować do rady nadzorczej. Przypomnijmy, nieuchwytnej rady, która nawet w piątek (kiedy pojawiła się informacja o odwołaniu Zajączkowskiego) nie obradowała i jeśli już, to spotka się najwcześniej w poniedziałek.

Co zatem jest prawdą? Można się tylko domyślać. Przed miesiącem pytaliśmy nowego wiceprezesa Wisły, z czym wiąże się jego funkcja. - Generalnie - koordynowanie sprawami klubu. Będę takim łącznikiem między radą nadzorczą a właścicielem klubu. Będę dawał wsparcie, starał się stabilizować pewne rzeczy - mówił wtedy i dodawał później. - Kontrakt na to stanowisko podpisałem do 2012 r.

Biorąc pod uwagę dymisję Jensena, jeden z pierwszych wniosków, po co właściwie Zajączkowski był zatrudniony w klubie, nasuwa się sam. Chodziło o pozbycie się Duńczyka tak, żeby nie ucierpiał na tym wizerunek ratusza. Są jednak dwa małe ale... Po co do tego właścicielowi (na jego wniosek został zatrudniony wiceprezes) popularny "Zając", skoro już wcześniej dyrektor sportowy Łukasz Szczucki rozpoczął poszukiwania kolejnego szkoleniowca? No i czy sam Zajączkowski ryzykowałby swoją dotychczasową pozycję? W końcu to on zdobył z Wisłą 10 medali mistrzostw Polski, w tym dwukrotnie dublet (1995 i 2008 r.), czyli złoto i Puchar Polski. Chyba że porządkując papiery, dopatrzył się czegoś, co miało nie ujrzeć światła dziennego. Pytań jest jeszcze więcej i na dodatek każde rodzi następne.

Z nieoficjalnych informacji, mówiących o odwołaniu Bogdana Zajączkowskiego, wynika też, że praktycznie wolną rękę w poszukiwaniu następcy Jensena dostał Szczucki. Na ewentualnej liście trenerów, którymi jest zainteresowana Wisła, znajduje się kilku szkoleniowców. Według naszych informacji są to m.in. Leszek Krowicki (z kobiecą drużyną VFL Oldenburg wygrał w 2008 r. Challenge Cup), Duńczyk Lars Walther (TV Emsdetten) i Norweg Morten Fjeldstad (ostatnio trener reprezentacji Australii).