Już oficjalnie: Zajączkowski odwołany

- Nie chciałbym, żeby mnie kojarzono z dymisją Olivera Jensena, bo wiem, że wiele osób uważa, że miałem w tym swój udział - mówi były wiceprezes Wisły Bogdan Zajączkowski. - Owszem, była duża krytyka pod jego adresem, ale w takiej sytuacji trzeba pracować podwójnie mocno, a nie uciekać
Jeszcze w poniedziałek nikt nie chciał się w tej sprawie wypowiadać. Trudno też było znaleźć osobę odpowiedzialną za udzielenie informacji. Jednak po naszej interwencji, wczoraj na stronie Wisły pojawił się komunikat: "W dniu 30 listopada 2009 roku Rada Nadzorcza Wisły Płock S.A. odwołała Bogdana Zajączkowskiego z funkcji wiceprezesa ds. sportowych Wisły Płock S.A.".

Czy to już koniec przepychanek w Wiśle? Wszystko wskazuje na to, że tak. Przynajmniej do czerwca. Choć klub czeka jeszcze najważniejsza zmiana: wybór nowego trenera - w miejsce Flemminga Olivera Jensena, który w miniony czwartek zrezygnował ze swojej funkcji - mającego pojawić się w Płocku lada dzień.

Justyna Woja: Może pan powiedzieć, dlaczego został odwołany z pełnienia funkcji wiceprezesa do spraw sportowych?

Bogdan Zajączkowski, były wiceprezes Wisły: - Rada nadzorcza nie ma obowiązku podawać powodu, dla którego zostałem zwolniony. To ona podjęła taką decyzję.

Przecież pracował pan w klubie tylko przez miesiąc!

- Aż miesiąc...

To co można było zrobić przez - jak to pan powiedział - "aż miesiąc"?

- Myślę, że mogłem zrobić więcej. Poprawiła się sytuacja jeśli chodzi o opiekę medyczną w zespole. Ustabilizowałem współpracę z lekarzem. Było dużo rzeczy, które można było usprawnić, żeby wszystko działało dynamiczniej odnośnie spraw organizacyjnych w klubie.

Najpierw do dymisji podaje się Oliver Jensen, teraz pan zostaje zwolniony. Zrobiło się takie poplątanie z pomieszaniem.

- Nie chciałbym, żeby mnie kojarzono z dymisją Olivera Jensena, bo wiem, że wiele osób uważa, że miałem w tym swój udział. Każdy przecież widział, że wyniki są złe i uważam, że decyzja o zmianie szkoleniowca powinna być podjęta wcześniej. Ale dopiero czas pokaże, czy odejście Jensena było dobre czy złe.

Ale jeszcze zanim podał się do dymisji rozmawiałem z nim i mówił mi: - Do zobaczenia na treningu. Owszem, była duża krytyka pod jego adresem, ale w takiej sytuacji trzeba pracować podwójnie mocno, a nie uciekać.

Decyzja rady nadzorczej była dla pana zaskoczeniem?

- Nie była. W pewnym sensie nawet się jej spodziewałem. Na pierwszym spotkaniu w sprawie zatrudnienia mnie w klubie wiceprezydent Piotr Kubera powiedział mi: - Panie Bogdanie, nie ma się co oszukiwać, w Wiśle dzieje się źle. Dlatego podjąłem współpracę z Wisłą. Po przegranej w Kielcach mówiłem, że kolejne spotkania będą trudne i że może być gorzej. Jednak nie wszyscy zgadzali się z moją opinią. Najważniejsze jest teraz to, żeby zespół wygrywał i nie jest ważne, jakiego ma akurat przeciwnika.

A jeśli chodzi o zarząd klubu... To są młodzi ludzie, którzy popełniają błędy i się na nich uczą. Tym młodym działaczem jest Łukasz Szczucki?

- Też, ale chodzi o cały zarząd. Bo nawet prezes Jerzy Ożóg jest ode mnie młodszy.

Wiceprezydent Kubera mówi, że dzieje się źle, zatrudniają pana żeby zrobiło się lepiej, mija miesiąc i co? To znaczy, że sytuacja się już poprawiła i nie musi pan dalej pracować?

- To trzeba by było zapytać radę nadzorczą, która na ten temat obradowała. Nie jestem przekonany, czy spełniłem wszystkie oczekiwania, a do tego z moim zdaniem nie wszyscy się zgadzali. Mam tylko nadzieję, że przez ten miesiąc zrobiłem parę dobrych rzeczy, z których moi następcy tylko skorzystają. Cieszę się, że pracowałem w klubie i mogłem na własne oczy zobaczyć, jak to wszystko funkcjonuje.