Sport.pl

Wielka Wisła bliżej, ale do finału bardzo daleko

Co prawda w pierwszym meczu półfinału Pucharu Polski Vive Targi pokonało Wisłę Płock 29:23 (13:12), ale zespół Thomasa Sivertssona zostawił po sobie w Kielcach bardzo korzystne wrażenie. Niepokonany w tym sezonie zespół mistrzów i zdobywców PP ma wreszcie godnego przeciwnika - groźnych nafciarzy
To był znów wielki mecz na linii Płock-Kielce. Bo wbrew temu, czego można się było spodziewać, w środę nie było grania do jednej bramki. Wróciła prawdziwa święta wojna. Spektakl, na który czekają kibice szczypiorniaka, stęsknieni za niesamowitymi, zaciętymi pojedynkami odwiecznych rywali.

Jedni powiedzą, że team Bogdana Wenty zagrał słabo. Dlatego kielczanie popełniali błędy, mieli sporo strat, a dopiero w końcówce włączyli swój mistrzowski bieg.

Drudzy zauważą, że taka postawa gospodarzy spowodowana była dużo lepszą niż dotychczas postawą płocczan. W ich poczynaniach widać było przecież żądzę rewanżu za dwie spektakularne ligowe porażki. Widać też było niesamowitą mobilizację i wyraźnie lepszą grę. Bo to już nie był ten sam zespół, który w listopadzie dostał w Kielcach lanie, i nawet nie ten, który pod koniec lutego został pokonany w swojej Blaszak Arenie.

To raczej ta postawa podopiecznych Thomasa Sivertssona przyczyniła się do "słabszej" gry Vive. Bo z jednej strony obie drużyny znają się doskonale i wiedzą o sobie wszystko. Z drugiej kielczanie dowiedzieli się czegoś nowego - Wisła będzie poważnym zagrożeniem w finale play-off.

Płocczanie w pierwszym meczu półfinału Pucharu Polski grali mądrze w ataku pozycyjnym, często wykorzystując na kole bardzo dobrze ustawiającego się Dimitrija Kuzeleva. Rosjanin pokazywał swój największy atut - spryt oraz wielkie doświadczenie. Potrafił znaleźć się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Zdecydowanie najstarszy na parkiecie zawodnik nie robił sobie nic z tego, że na środku obrony stali jedni z najlepszych defensorów ligi: Piotr Grabarczyk i Daniel Żółtak.

Ale Wisła atutów miała w tym spotkaniu o wiele więcej. Dobrze rozgrywał piłkę Norweg Vegard Samdahl, który wypracowywał pozycje bocznym rozgrywającym. A z nich największy pożytek robił Aleksiej Peskow, jak się później okazało, najskuteczniejszy gracz meczu.

Nieźle mecz zaczął też Marcin Wichary. Najefektowniej interweniował, broniąc rzut karny Rastko Stojkovicia i jego dobitkę.

Nafciarze grali mądrze, zwalniali grę, nawet gdy mieli okazję do kontry, to woleli rozegrać atak pozycyjny, taki do pewnej piłki. Często sędziowie przy ich akcjach mieli uniesione ręce na znak gry pasywnej.

Mimo że Wisła przegrała sześcioma bramkami i jej szanse na odrobienie strat w Płocku wydają się niewielkie, to jej zawodnicy nie tracą nadziei. - Zagraliśmy dobry mecz - przyznał duński bramkarz Morten Seier. - Ale stać nas na jeszcze lepszy mecz w rewanżu. Myślę, że możemy nie tylko odrobić straty, ale jeszcze dorzucić dwie-trzy bramki.

A to oznacza, że awans do finału PP jest sprawą otwartą, ale podobnie rzecz się ma z tytułem mistrzowskim. Choć... - Ciężko ocenić to po tym spotkaniu. My graliśmy kiszkę, nikt nie spisał się na swoim dobrym poziomie. Wydaje mi się, że mądrzejsi będziemy po meczu rewanżowym - mówi Kamil Krieger, rozgrywający Vive Targi. Choć za chwilę dodaje: - Wisła zrobiła postęp, mają swoją myśl na grę, robią to konsekwentnie.

Ale podobnie jak Seier i reszta nafciarzy, nie ma wątpliwości, że kielecki dream team jest do pokonania. - I to nawet w ich hali - zaznacza skrzydłowy Arkadiusz Miszka. - Wiemy, że nawet ta strata jest do odrobienia i będziemy walczyć w Płocku. Udowodniliśmy przede wszystkim sobie, że z Vive można zagrać dobrze. Widać naszą zwyżkę formy.

A Thomas Sivertsson dodał: - Do 50 min graliśmy naprawdę dobrze, a wynik był sprawą otwartą. Jestem z tego okresu zadowolony, bo pokazaliśmy, że potrafimy być drużyną.

Na pomeczowej konferencji prasowej było gorąco. Tak jak dawniej bywało w świętej wojnie. - Wiem, że trener Wenta jest osobą znaną w Polsce i czasami wywiera presję na sędziach. Dzisiaj odgwizdano nam 8-9 błędów kroków, a to się bardzo rzadko zdarza - powiedział Szwed.

Bogdan Wenta skontrował: - Każdy trener walczy o dobro swojej drużyny. Nie sądzę, abym wywierał presję, po prostu staram się robić to, co dobre dla mojej drużyny.

Rewanż w najbliższą środę w Płocku.

Vive Targi Kielce - Wisła Płock 29:23 (13:12)

Vive: Kotliński - Podsiadło 6, Rosiński 6, Jurasik 4, Kuchczyński 3, Stojković 3, Knudsen 3, Gliński 3, Nat 1, Krieger, Grabarczyk, Żółtak;

Wisła: Wichary, Seier - Peskow 7, Kuzelew 5, Samdahl 4, Miszka 3, Twardo 2, Zołoteńko 1, Backstrom 1, Kuptel, Wuszter, Kwiatkowski CZ (z gradacji kar), Wiśniewski.

Kary: Vive - 6 min; Wisła - 2 min. Sędziowali Paweł Kaszubski i Piotr Wojdyr (Gdańsk).

Widzów 3500.

Przebieg meczu: I połowa - 0:2, 2:2, 2:4, 3:4, 3:5, 4:5, 4:6, 5:6, 5:7, 6:7, 6:8, 8:8, 8:9, 10:9, 10:10, 11:10, 11:11, 13:11, 13:12; II połowa: 13:13, 14:13, 14:14, 17:14, 17:15, 18:15, 18:16, 19:16, 19:18, 22:18, 22:19, 23:19, 23:20, 24:20, 24:21, 25:21, 25:22, 27:22, 27:23, 29:23.