Sport.pl

Wisła Płock - Azoty Puławy 34:25 (20:9)

Wisła rozłożyła Azoty Puławy na łopatki już w pierwszej połowie i zwyciężyła 34:25 (20:9). - To była połowa niemal idealna - cieszył się szkoleniowiec naszych szczypiornistów Thomas Sivertsson
Choć trener Azotów Bogdan Kowalczyk twierdził, że dla jego drużyny to mecz o czapkę śliwek, niemal przez całą sobotę tak nie było. Bo puławianie czekali na wieści z Lubina. I gdyby Zagłębie jakimś cudem pokonało Vive Targi Kielce, goście musieliby się jednak bić z Wisłą o zwycięstwo, żeby ratować dla siebie 4. miejsce po sezonie zasadniczym. Jednak team Jerzego Szafrańca przegrał 29:36 (15:15). A to sprawiło, że... - Wiadomość z Lubina nas rozprężyła - przyznał rozgrywający Azotów Michał Szyba. - Dlatego choć zaczęliśmy nieźle (Szyba rzucił pierwszą bramkę meczu, po której puławianie jedyny raz prowadzili - red.), to potem Wisły już praktycznie nie dało się dogonić.

Za to nafciarze grali świetnie. Zwłaszcza w obronie, dzięki której i gole zdobywało się łatwiej. - Po ostatniej porażce w Kielcach tłumaczyłem zawodnikom, że żeby z nimi wygrać, muszą zagrać mecz zbliżony do idealnego - tłumaczył Thomas Sivertsson. - I to właśnie zrobili w starciu z Azotami. Pierwsza połowa tak właśnie wyglądała. Idealnie.

Na nafciarzy przyjemnie było popatrzeć. Właściwie na każdego bez wyjątku. W obronie imponował Zbigniew Kwiatkowski. Vegard Samdahl przesuwał, ustawiał, podpowiadał. Dimitrij Kuzelev robił co trzeba i pierwszy był gotowy do kontry. No i to jego gole dały Wiśle prowadzenie 3:1 w 5. min. Adam Twardo był klasą sam w sobie. A i skrzydłowi Joakim Backstrom z Arkadiuszem Miszką nie dali pograć rywalom. Przy takiej obronie i Morten Seier w bramce mógłby się zdrzemnąć. Ale nie. On też znalazł sobie zajęcie, gdy w pewnym momencie złapał za mopa i zaczął wycierać parkiet.

W ataku z kolei imponował Alexey Peskov. Choć przytrafiły mu się drobne błędy, choć i Maciej Stęczniewski odbił jego rzut, to gdy już miał piłkę w rękach, pachniało bramką. Odważnie wbijał się między obrońców i zdobywał piękne gole. Rozkręcił się też Samdahl, którego efektowne dogrania do koła pomału kopiują pozostali rozgrywający Wisły. Wynik do przerwy po prostu nie mógł być inny. Nafciarze prowadzili 20:9. - Zupełnie nie wyszła nam obrona. Właściwie przespaliśmy pierwszą połowę - narzekał Grzegorz Gowin. Wtórował mu Bogdan Kowalczyk, który chyba nie tak wyobrażał sobie mecz z drużyną, w której był ostatnim polskim szkoleniowcem. - Niestety u nas oprócz ataku, który był bardzo powściągliwy, płochliwy, anemiczny, a zawodnicy bali się iść do rzutu, brakowało obrony na przyzwoitym poziomie. W defensywie zagraliśmy zdecydowanie za miękko.

Po przerwie płocczanie zagrali drugim składem. Pojawiły się błędy, ale mimo to Wisła długo utrzymywała wysokie prowadzenie. Kilkakrotnie różnicą nawet 13 bramek (w 34. 23:10 - gol Michała Załoteńki; w 36. 24:11 - Peskov; w 37. 25:12 - Kuptel; w 41. 27:14 - Twardo). Ale teraz Azoty grały zdecydowanie lepiej. Rozstrzelał się Remigiusz Lasoń. Swoje rzucili w końcu Wojciech Zydroń i Szyba. - Po prostu zrobiliśmy wszystko, żeby choć trochę zniwelować stratę - stwierdził ten ostatni.

Jednak na jakąkolwiek pogoń było o wiele za późno. Zanim jednak zabrzmiała ostatnia syrena, pokazał się Marcin Wichary. To był prawdziwy, wielki "Wichura". W 55. min stanął naprzeciw niego na linii 7. m Zydroń, który nie zwykł się mylić w takich sytuacjach. A jednak musiał uznać wyższość płocczanina. Wichary nie tylko odbił pierwszy rzut, ale i dobitkę! - Wiśle należało się zwycięstwo. Zagraliśmy fatalnie pierwszą połowę, w drugiej co prawda było już lepiej i płocczanie mieli problemy ze znalezieniem pozycji rzutowej, ale początek spotkania zagraliśmy zbyt bojaźliwie, jakbyśmy chcieli przyjąć takiego klapsa od nafciarzy - podsumował spotkanie skrzydłowy Azotów.

Wisła Płock - Azoty Puławy 34:25 (20:9)

Wisła: Seier, Wichary - Kwiatkowski 1, Backstrom 2, Miszka 1, Peskov 6, Paluch 3 (1), Wiśniewski 3, Samdahl 1, Kuptel 1, Wuszter 1, Zołoteńko 4 CZ (z gradacji kar), Twardo 6, Kuzelev 5 (1);

Azoty: Wyszomirski, Stęczniewski - Gowin 2, Lasoń 5, Pomiankiewicz, Jeżyna, Kus CZ (z gradacji kar), Witkowski 2, Semenov, Afanasjev 4, Szyba 6, Sieczka 1, Zydroń 5 (2).

Kary: Wisła - 12 min; Azoty - 12 min.

Sędziowali Włodzimierz Chmielecki (Kwidzyn) i Mirosław Majchrowski (Gdańsk).

Widzów ok. 850.