Sport.pl

Uwierzyli, że wygrali. Przegrali

Piłkarze nożni Wisły przegrali z KSZO 1:3. W tabeli zajmują 14. miejsce i nad strefą spadkową mają tylko punkt przewagi, a przed nimi ciężkie mecze. Pierwszy już w sobotę w Bielsku-Białej.
Początek środowego spotkania? Jak marzenie - już w 3. minucie rzut karny, który wywalczył Łukasz Masłowski. Celnie uderzył Bartłomiej Sielewski i było 1:0 dla Wisły - radość na trybunach, radość na ławce trenerskiej, wydawało się, że nafciarze będą spokojnie prowadzić grę. Ale niestety, nie było to pierwsze spotkanie, w którym płoccy futboliści prowadzili, a za chwilę... No właśnie. KSZO zaczęło odrabiać straty.

Najpierw z podania Jarosława Wieczorka mocny strzał na bramkę oddał Krystian Kanarski, piłkę wybił Przemysław Mierzwa. Szkoda że wprost pod nogi niepilnowanego Adama Cieślińskiego, który bez zastanowienia strzelił do siatki. Wtedy zaczął się dramat nafciarzy. Nie dość, że zaczęli grać chaotycznie, to w ogóle nie potrafili zagrozić rozpędzonemu KSZO.

- Po tej pierwszej bramce dla Ostrowca straciliśmy inicjatywę, KSZO zaczęło grać podaniami i po prostu przeważać - oceniał po spotkaniu Mariusz Solecki.

Jedynie kwestią czasu było, kiedy nasi rywale zdobędą kolejne bramki. W 31. minucie z rzutu wolnego dośrodkowywał Jarosław Białek. Piłka wpadła w ręce Mierzwy, który "wypluł" ją przed siebie. Nie wybili jej ani Bartosz Wiśniewski, ani Rafał Lasocki, za to dopadł do niej Kanarski, dając swojemu zespołowi prowadzenie. Pięć minut później było już 1:3 - Marcin Nowacki podał do Jakuba Cieciury, a ten po samotnym rajdzie pokonał bramkarza Wisły.

Co na to nafciarze? Łukasz Sekulski próbował zdobyć gola w 25. i 73. minucie, ale strzelał nieskutecznie, podobnie Rafał Grzelak w 61. minucie. I na tym koniec. Co stało się z Wisłą, która od kilku spotkań spisywała się przecież bardzo dobrze? - Może ta szybko strzelona bramka nas rozluźniła? Później zostaliśmy wypunktowani, nie mogliśmy już narzucić swojego stylu gry - podsumował Solecki.

Jeśli nafciarze myślą o utrzymaniu w I lidze, nie mogą popełniać tak dramatycznych błędów jak w środę. Tym bardziej że w sobotę zagrają na wyjeździe z Podbeskidziem Bielsko-Biała, które do wygodnych rywali nie należy i też broni się przed spadkiem. Jeśli płocczanie nie zdobędą kompletu punktów, a wyniki innych spotkań nie ułożą się po naszej myśli, to znów wylądujemy w strefie spadkowej.

- W meczu z KSZO po 15 minutach zespół uwierzył, że już wygrał, a tu cztery błędy, z tego trzy bramki i to ustawiło spotkanie - komentował zdenerwowany Jan Złomańczuk, trener Wisły. - Utrudniliśmy sobie sytuację, jesteśmy świadomi, że nie możemy w Bielsku-Białej przegrać.

- Życzę Wiśle utrzymania - podsumowywał na płockim stadionie trener KSZO.

Początek pojedynku Wisły z Podbeskidziem o godz. 19.