Sport.pl

Po remisie w Nowym Sączu: Wisła ma wielki problem

Meczem z Sandecją piłkarze Wisły mogli sobie prawie zagwarantować utrzymanie w I lidze. Niestety z Nowego Sącza przywieźli zaledwie punkt. - Gdy spojrzałem na zegar w 90. min, pomyślałem, że jesteśmy w raju. Przecież prowadziliśmy. A potem... pozostała tylko wściekłość - mówi Marcin Nowacki
Bo zamiast wygrać, co było możliwe, skoro Wisła prowadziła po pierwszej połowie 2:0, płocczanie dali sobie wbić bramkę w doliczonym czasie gry. I pojedynek z Sandecją zakończył się remisem 2:2. - Nawet nie wiem, co powiedzieć. W tej akcji Sławek Jarczyk skakał do piłki z jednym napastnikiem, ale ta spadła pod nogi Marcina Stefanika. Żeby on chociaż czysto uderzył. Niestety Przemek Mierzwa był bez szans. Widać tak musiało być - smutno stwierdza Nowacki.

Jak to jest z tym szczęściem?

Kilka tygodni temu Wisła miała niesamowitego farta. Wyjazdowe zwycięstwa z najsłabszą w lidze Stalą Stalowa Wola i bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie Motorem Lublin zapewniła sobie w końcówkach. Ze Stalą jedynego gola zdobył Tomasz Grudzień, w Lublinie w doliczonym czasie na 4:3 strzelił Nowacki. W Nowym Sączu los się odwrócił. - Zawsze suma szczęścia i pecha jest równa - stwierdził Grudzień. To on dał nafciarzom prowadzenie 1:0.

W 40. min po świetnym, solowym rajdzie na 2:0 podwyższył Nowacki. - Poczułem wtedy ogromną ulgę - przyznaje filigranowy pomocnik. - Przede wszystkim dlatego, że prowadzliśmy różnicą dwóch bramek. Chyba z nas wszystkich zszedł w tym momencie stres, który towarzyszy nam na każdym kroku. W tym jednym momencie byłem przekonany, że będzie dobrze. Myślałem tylko, żeby dotrwać do przerwy, żeby odetchnąć i drugą połowę zagrać tak samo mocno. Nie wiem, co się potem stało. Nie wiem, jak to wytłumaczyć. Nie wiem, gdzie się podziała nasza determinacja.

- W drugiej połowie po prostu przypuściliśmy frontalny atak - wyjaśnia Dariusz Wójtowicz, trener Sandecji. - Na dodatek był to atak bardzo skuteczny. Szybko zdobyty gol Stefanika jeszcze bardziej dodał chłopakom skrzydeł. Mieliśmy poza tym co najmniej siedem doskonałych sytuacji. Ale nie chciało nic wpaść. No i Mierzwa bronił z wyczuciem. Czy Wisłę opuściło szczęście? Nie. To była kwestia czasu. Proszę mi wierzyć, że mieliśmy takie "setki", że naprawdę ciężko było nie trafić, więc to chyba nam szczęścia brakowało.

Nie tak miało być

Jeszcze przed meczem Wisła wzięłaby punkt w ciemno. Sandecja przecież nie tak dawno biła się o ekstraklasę. No i u siebie nie zwykła przegrywać. A jednak po tym, jak pokonał ją w Nowym Sączu Widzew i KSZO w Ostrowcu, ustąpiła miejsca Górnikowi Zabrze. Zupełnie jakby z piłkarzy Wójtowicza zeszło powietrze. Ale i tak to gospodarze byli faworytem. - Trener nas dobrze ustawił - opowiada Grudzień. - Dobrze szło.

- Od początku Wisła nastawiła się na defensywę i szukanie szansy w kontrach - mówi Wójtowicz. - Płocczanie do przerwy prowadzili naprawdę zasłużenie.

Był nawet moment, w którym gospodarze mogli doznać poważniejszego osłabienia niż strata bramki. W sytuacji sam na sam z golkiperem znalazł się Grudzień. - Puściłem piłkę obok niego - wspomina napastnik. - Zahaczył mnie nogami, poza polem karnym. Powinien ewidentnie dostać czerwoną kartkę. Przecież gdyby nie to, miałbym przed sobą pustą bramkę!

Skończyło się jednak tylko na rzucie wolnym i żółtej kartce. - Sędzia tłumaczył, że piłka i tak poszłaby obok, a w pobliżu nikogo nie było. Nie rozumiem tego. Wiem, że na wyjazdach nikt nam nie będzie pomagał i nawet nie o to chodzi. Ale tu racja była po naszej stronie - dodał Grudzień.

Jednak i tak nafciarze schodzili do szatni w wyśmienitych nastrojach. - Bo zagraliśmy bardzo dobrze taktycznie i fajnie piłkarsko - mówi Nowacki.

To co się stało?

Ale po przerwie Wisła już nie była Wisłą. Sandecja przycisnęła. Piekielnie mocno. - Siedliśmy na nich zdecydowanie - przyznaje jej szkoleniowiec. - Nie takie drużyny broniły się u nas na 30-40 m. Utrzymywaliśmy się przy piłce na połowie płocczan, stwarzaliśmy sytuacje. Gdyby Wisła się odkryła, załatwilibyśmy sprawę szybciej. Jedyną jej szansą było zagrać tak, jak w pierwszej połowie, kiedy nafciarze dużo biegali, ładnie przeszkadzali i grali naprawdę solidnie. Wtedy mielibyśmy poważne problemy. Zabrakło im jednak motoryki.

Innego zdania jest Marcin Nowacki. - Mogę mówić tylko za siebie, ale fizycznie mecz wytrzymałem - zaznacza. - Drużyna jest dobrze przygotowana. Zresztą przetrzymaliśmy napór i choć potem Sandecja dalej nacierała, to już nie była taka szybka. Myślę, że zostawiliśmy im za dużo miejsca. Chyba to prowadzenie źle wpłynęło na naszą podświadomość. Swoje dołożył stracony gol. Chcieliśmy już tylko bronić, żeby dowieźć wynik do końca. I przez takie coś mogliśmy nawet przegrać.

- Wyszliśmy na drugą połowę zmobilizowani, tylko gdzieś ta podświadomość podpowiadała, żeby się trochę cofnąć i pilnować wyniku - potwierdza Tomasz Grudzień. - Od spokoju dzieliły nas może cztery minuty, albo i aż cztery. Niby mamy remis, ale dał nam on tylko ogromny niedosyt.

- Czasem rzeczywiście o wszystkim decyduje łut szczęścia, fart - przyznaje Wójtowicz.

Na śmierć i życie

Remis znów zepchnął nafciarzy w strefę spadkową. Rywale odskoczyli. Uzyskali takie wyniki, że Wisła, jeśli chce się utrzymać, bezwzględnie musi wygrać z MKS-em Kluczbork i co najmniej zremisować z Pogonią w Szczecinie. - Na dole tabeli zrobiła się kuriozalna sytuacja - mówi trener Sandecji. - Nie jest powiedziane, że utrzyma się GKS Katowice. Przecież wychodzi na to, że o to jedno "wolne" miejsce bije się aż siedem drużyn!

Według Marcina Nowackiego nawet zwycięstwo z zespołem z Kluczborka może nic nie dać. - Bo pech chciał, że nasi rywale powygrywali swoje mecze. Teraz musimy patrzeć na innych. Będzie ciężko. O to jedno spadkowe miejsce walczymy my, Podbeskidzie, Kluczbork i Dolcan. Dlatego w następnych meczach musimy zagrać mądrzej. Tym bardziej, że te drugie połowy gramy na opak. Od kilku meczów tak się dzieje. Wygramy, jak o tej mądrości nie zapomnimy. Płock zasługuje na ligę. Przecież my w tej rundzie zdobyliśmy 25 pkt, a nadal jesteśmy pod kreską. Dolcan i inne drużyny, które tak dobrze grały jesienią, zdobyły po 10-11 pkt. Jesteśmy chyba w pierwszej piątce wiosną. Mamy dobry zespół. Jak się utrzymamy, wystarczą jedno-dwa wzmocnienia i będziemy mogli grać o wysokie cele. Dlatego nie możemy teraz tego na finiszu odpuścić.

Pozostałe wyniki 32. kolejki:

Podbeskidzie Bielsko-Biała - GKP Gorzów Wlkp. 0:0, Flota Świnoujście - GKS Katowice 1:0 (1:0), MKS Kluczbork - KSZO Ostrowiec Św. 2:1 (1:0), Znicz Pruszków - Dolcan Ząbki 0:1 (0:1), Górnik Zabrze - Warta Poznań 2:3 (1:2), Górnik Łęczna - ŁKS Łódź 1:0 (0:0), Motor Lublin - Stal Stalowa Wola 0:2 (0:1), Widzew Łódź - Pogoń Szczecin 2:1 (1:0).

Tabela

1. Widzew3274228259-16
2. Górnik Z3258177846-27
3. Sandecja3253158952-41
4. ŁKS32491471146-44
5. Pogoń31461210941-31
6. KSZO32461371235-42
7. Flota32451291132-32
8. GKP324411111032-30
9. GKS324311101141-37
10.Warta32431271348-43
11.Górnik Ł32421191236-43
12.Podbeskidzie32409131042-38
13.MKS324010101236-37
14.Dolcan314010101135-40
15.Wisła32399121140-44
16.Znicz3233961728-46
17.Stal32224101830-56
18.Motor32224101827-59