Nieśmiali mistrzowie gali Angels of Fire

Widowiskowych walk podczas VII gali Angels of Fire było mnóstwo. Największe zaskoczenie? Alicja Piecyk. Rezerwowa, która została Zawodową Mistrzynią Polski w K-1.
Zawodniczka wrocławskiego Fightera przyjechała do Płocka za Justynę Korczyńską, która zerwała więzadła w kolanie. Piecyk na przygotowania czasu właściwie w ogóle nie miała, stanęła między linami z marszu. I nikt nie dawał jej szans w starciu z faworytką Joanną Paprocką (LKS Lotos Jabłonna), mistrzynią świata w taekwondo. Bo to "Paprotka" właśnie miała zdobyć pas. - O walce dowiedziałam się przed tygodniem - przyznała Piecyk. - Nie mogłam się normalnie przygotować. Owszem, startuję w zawodach regularnie, ale tam walki wyglądają inaczej. Są dwie rundy, a nie trzy, i walczy się w ochraniaczach. No i ta widownia, ten aplauz...

Obie rywalki starcie w amfiteatrze rozpoczęły z animuszem. Już w 24. s wydawało się, że Paprocka powaliła rywalkę na deski. - Oj, od razu na deski. Za dużo powiedziane - śmiała się później Alicja Piecyk. - Po prostu poślizgnęłam się, a takie rzeczy zdarzają się na ringu.

A później? Z każdą chwilą stawało się jasne, że rozstrzygnięcie będzie zgoła inne od oczekiwanego. Lekko przygarbiona, czujna, schowana za gardę wrocławianka ani myślała się poddać. Sprawiała, że faworytka dosłownie gasła w oczach. Nic więc dziwnego, że Piecyk zwyciężyła jednogłośną decyzją sędziów. Potem mówiła, jakby nie dowierzając w werdykt: - Zawsze tak jest, że zawodnik nie do końca jest zadowolony, nawet jak wygrywa. Są elementy, które muszę poprawić. Żeby to zrobić, muszę na spokojnie obejrzeć walkę. Jeszcze wszystko świeże, no i te emocje.

Sobotni wieczór to także ciekawa walka płocczanina Wojciecha Burdanowskiego. Zawodnik Fight MZOS bił się o tytuł Zawodowego Mistrza Mazowsza PZKB w K-1 Rules z Robertem Rzepeckim (Semiramida Pułtusk). - Rywal był o dziesięć kilogramów cięższy od Wojtka, lubi walczyć w full kontakcie - opowiada trener Jacek Jasion. - Plan był taki, żeby Wojtek uderzał przede wszystkim na udo przeciwnika, tzw. low-kick.

Rady nie od razu jednak zadziałały. Burdanowski już podczas prezentacji był bardzo spięty, później też nie było lepiej. Nieśmiało zmierzał do ringu, wyprowadzany przez dzieci, pięcioletnich Marcela i Emilkę, z jego sekcji taekwondo. Zmianę w zachowaniu płocczanina przyniosły dopiero pierwsze wymiany ciosów. - Wcześniej oglądałem rywala w internecie - mówi Burdanowski. - To naprawdę bardzo dobry zawodnik. Tak jak zaplanowaliśmy z Jackiem, chciałem sprawdzić, jak bardzo wytrzymałe ma uda. Choć oczywiście nie od razu. Specjalnie unikałem takich kopnięć w pierwszej rundzie.

Ale zawodnik MZOS-u musiał też unikać potężnych sierpowych ciosów Rzepeckiego. Niesiony dopingiem, poradził sobie jednak znakomicie. W drugiej rundzie pojedynek przerwano - rywal był niezdolny do dalszej walki. - Nie spodziewałem się, że pójdzie tak szybko. Wydawało mi się, że dojdzie do trzeciej rundy - cieszył się Burdanowski.

Szczegółowe wyniki Angels of Fire VII na stronie: 7angelsoffire.pl

Retransmisje z gali 5,6 i 7 czerwca ma pokazać TVP Sport