Rumniak: Ja tylko chcę znów grać

Nie chciałbym wrócić do Wisły, jeżeli tu będzie taka sytuacja i polityka, jak przez ostatnie półtora roku. Do takiej Wisły absolutnie nie wrócę - mówi były już rozgrywający płockiej drużyny Sebastian Rumniak. Leworęczny szczypiornista podpisał dwuletni kontrakt z Travelandem Olsztyn
Andrzej Zarębski: Kiedy zyskałeś pełną świadomość, że będziesz musiał pożegnać się z Wisłą?

Sebastian Rumniak: Chyba w marcu. Łukasz Szczucki wysłał maila do mojego menedżera. W liście było napisane, że klub nie przedłuży ze mną kontraktu i że na tę pozycję zostanie ściągnięty inny zawodnik. Poza tym nie było żadnych rozmów na temat przedłużenia, bądź rozwiązania kontraktu.

Pomijając nagonkę na "starą gwardię" wydawało się, że dogadasz się z ówczesnym trenerem Thomasem Sivertssonem.

- To w ogóle była dziwna sytuacja. Na początku trener mówił, że jestem potrzebny i na mnie liczy. Zwłaszcza wtedy, gdy po jedynym z pojedynków z Vive Targi złapałem kontuzję. Kiedy wróciłem do pełni sił, kiedy właściwie byłem już gotowy do gry w play-off, nagle nie było dla mnie miejsca. Szkoda.

Przeprowadzka do Olsztyna nie była chyba szczytem twoich marzeń?

- Menedżer szukał dla mnie klubu. Mogę powiedzieć tylko, że było kilka opcji. Łącznie z wyjazdem za granicę. Ten sezon nie był jednak dla mnie zbyt udany, dlatego postanowiłem zostać w Polsce. Chciałem trafić do klubu, w którym będę miał możliwość regularnego grania. To było dla mnie najważniejsze.

Możesz zdradzić, skąd miałeś oferty?

- Nie chcę o tym mówić. Poza tym nie ma to najmniejszego sensu. Podpisałem kontrakt z Travelandem na dwa lata i tak zostanie.

Trafiasz do klubu, w którym dokonuje się kadrowa rewolucja.

- Fakt, już zmienili skład i to znacznie. Odeszło kilku bardzo doświadczonych zawodników, którzy wcześniej stanowili o sile zespołu. Ale w ich miejsce olsztynianie pozyskali Mateusza Jankowskiego, Mariusza Gójskiego, no i mnie. A mówi się jeszcze o Damianie Moszczyńskim. Traveland bardzo liczy na nowe nabytki. W Olsztynie wszyscy na nas będą patrzeć. Od nowych zawsze wymaga się więcej. Mam nadzieję, że wszystko dobrze się ułoży.

Pamiętasz, jak trafiłeś do Płocka, do Wisły?

- Jasne. Gdy skończyłem podstawówkę w Wąbrzeźnie, w sezonie 1999/2000, zostałem zawodnikiem Wisły. Ponieważ do szkoły poszedłem rok wcześniej, "zdążyłem" jeszcze na grę w zespole młodzików. No i tak z zespołem Michała Królikowskiego zdobyłem pierwsze mistrzostwo Polski. Pięknie to się wszystko zaczęło prawda? Szkoda tylko, że "troszkę" gorzej skończyło.

Młody chłopak trafia do wielkiego klubu...

- I zderza się z zupełnie innym światem. Wychowałem się i zaczynałem grać w małym mieście. Nagle znalazłem się właściwie w stolicy polskiego szczypiorniaka. A pierwszy oficjalny kontakt z działaczami klubu był niesamowitym przeżyciem. Jeszcze wtedy nie myślałem o tym, co mnie tu spotka, co się wydarzy w przyszłości. Samo podpisanie kontraktu z Wisłą było czymś specjalnym.

W pierwszym zespole też debiutowałeś całkiem szybko.

- Fakt. Mój debiut w ekstraklasie przypadł na sezon 2003/04, kiedy trenerem był Bogdan Kowalczyk. W sumie miałem tylko rok przerwy na występy w Wiśle Puławy w sezonie 2005/06.

To nie był zły krok. A najważniejsze, że w przeciwieństwie do wielu twoich kolegów, tobie udało się wrócić do Płocka.

- Z jednej strony to dobry sposób, wypożyczyć młodego zawodnika, żeby nabrał doświadczenia i się ograł. Mnie się udało.

Gdybyś dzisiaj miał jeszcze raz wybierać, zdecydowałbyś się na przyjście do Wisły?

- Myślę, że... wybrałem dobrze. To była dobra decyzja i nie chciałbym jej zmienić.

Właściwie od początku mówiło się o twoim talencie, możliwościach. Po powrocie z Puław okrzepłeś, drzwi do reprezentacji stały otworem i nagle wszystko się urwało. Kontuzja po starciu z Pawłem Orzłowskim przekreśliła twój rozwój. Już nie wróciłeś do dawnej dyspozycji.

- Taki jest sport i kontuzje są w niego wkalkulowane. Starcie z Pawłem? Przypadek. Nie mam prawa narzekać, zwłaszcza po tym, co spotkało Karola Bieleckiego. To jest prawdziwa tragedia. Ja mogłem wrócić do grania. A że mój rozwój się zatrzymał? Właśnie dlatego wybrałem Traveland, żeby się odbudować i wrócić do dawnej formy, do regularnego grania.

Wisła nie dała ci szansy spokojnego powrotu. Tym bardziej że cały czas walczyła o coś. Przy takiej presji na słabość nie było miejsca.

- Niestety. Każdy trener ma swoją wizję i każdy jest za to rozliczany. W sumie do żadnego ze szkoleniowców nie mogę mieć pretensji o to, że nie dawał mi szans. Miałem je... jednak widocznie nie grałem tak, jakby tego oczekiwali.

Rumniak odszedł. To koniec wielkiej przygody chłopaka z Wąbrzeźna?

- Płock to w tej chwili rozdział zamknięty. Nie chciałbym wrócić do Wisły, jeżeli tu będzie taka sytuacja i polityka, jak przez ostatnie półtora roku. Do takiej Wisły absolutnie nie wrócę.

A twój najlepszy mecz? Pamiętasz?

- Trudno wybrać taki jeden szczególny. Było kilka. Być może ten najlepszy w barwach Wisły jeszcze rozegram...