Forma nafciarzy idzie w górę: Wisła - MMTS 31:22 (15:14)

Szczypiorniści Orlen Wisły mieli jeden cel. Zemścić się za półfinał play off z poprzedniego sezonu. Rewanż na wicemistrzu Polski się udał. Bo Wisła wygrała 31:22 (15:14), na dodatek w drugiej połowie zagrała koncertowo
Jak zagrali piłkarze ręczni Wisły? Tradycyjnie. W pierwszej połowie nie pokazali nic specjalnego. Za to w drugiej... Ręce same składały się do oklasków, gdy kolejne rzuty odbijał Marcin Wichary, a coraz to nowe bramki dokładał Adam Wiśniewski, zdecydowany król snajperskiego polowania.

Choć z tą tradycją nie jest to do końca prawda. Bo po raz pierwszy w tym sezonie początek meczu należał do nafciarzy. Wisła prowadziła nawet 2:0 po golach Adama Wiśniewskiego i Adama Twardy. Przez chwilę wydawało się nawet, że w końcu płocczanie się przełamią i utrzymają tempo do końca. Nic bardziej mylnego. Znów pojawiły się, nazwijmy to nieporozumienia, niedokładności, rozluźnione szyki w obronie i co gorsza, słaba skuteczność. Chwilami bramkarz wicemistrzów Polski z dziecinną łatwością bronił rzuty nafciarzy. A już po mistrzowsku interweniował przy rzutach karnych, odbijając strzały Tomasza Palucha (przy stanie 9:9), Dimy Kuzeleva (9:9) i Wiśniewskiego (11:11). I sprawił, że gwałtownie zmalała liczba rywali, chcących wykonywać karne.

Ale to, co działo się po przerwie, zapierało dech w piersiach. I nie chodzi tylko o zdecydowanie lepszą obronę, przy której niemal niemożliwe wydawało się oddanie przez gości celnego rzutu. Bo nawet, gdy rywalom udało się przedrzeć, to na posterunku stał Marcin Wichary, który nie tylko wybronił karnego nieomylnego do tej pory Michała Waszkiewicza, ale także rzuty Dimitrija Marhuna (dwukrotnie), Przemysława Rosiaka, Michała Adamuszka i Adama Pacześniego. Wszystko w ciągu pierwszych dziesięciu minut drugiej połowy! Gdy między słupkami szalał "Wichura", bramkę Suchowicza bezlitośnie bombardowali Twardo, Paluch, Piotr Chrapkowski, Wiśniewski i Luka Dobelsek. Efekt był taki, że gracze MMTS-u przestali rozumieć, co się właściwie dzieje. Dość powiedzieć, że w 40. min Wisła prowadziła już 21:14 (gol Wiśniewskiego).

Już nic nie mogło zmienić losów spotkania. Liczył się tylko jeden zespół. Konkretnie Wisła, grająca twardo, szybko, pomysłowo i wreszcie na luzie. Wisła, której zawodnicy chcieli dać radość kibicom nie tylko wspaniałą grą, ale także widowiskowymi akcjami, podaniami, wrzutkami. Choć nie wszystko się udawało, widać jednak było, że nafciarzom gra i zdobywanie kolejnych bramek, sprawia po prostu przyjemność. Nie przykry obowiązek, jak choćby jeszcze w poprzednim sezonie, ale właśnie przyjemność.

Najlepszym przykładem może być Adam Wiśniewski, który bił się o każdą bramkę, dając upust emocjom. Przed spotkaniem trudno było się z nim dogadać, myślał tylko o sportowej zemście, a po tryskał humorem. - No ja już naprawdę nie wiem, czy mi się to kiedyś uda. Co? No strzelić więcej niż 10 bramek w jednym meczu. Choć o jedną więcej, niż wynosi mój numer na koszulce - śmiał się "Gadżet".

Orlen Wisła Płock - MMTS Kwidzyn 31:22 (15:14)

Wisła: Seier, Wichary - Kwiatkowski, Chrapkowski 7, Paluch 3 (1), Wiśniewski 10, Samdahl 1 (1), Kavas 2, Dobelsek 2, Zołoteńko, Twardo 2, Kuzelev 3, Syprzak 1;

MMTS: Suchowicz, Jedowski - Orzechowski 4, Adamuszek 5, Rosiak 1, Łangowski 1, Waszkiewicz 2 (2), Nogowski, Rombel 2, Seroka CZ (z gradacji kar), Pacześny, Peret 1, Marhun 6.

Kary: Wisła - 10 min; MMTS - 14 min.

Sędziowali Grzegorz Wojtyczka (Chorzów) i Marek Majka (Gliwice).

Widzów 800.