Dariusz Bednarski: Czego chcę? Zdrowia

Sport jest drogą do zdrowia. Ruch dotlenia, sprawia, że człowiek lepiej się czuje i ma motywację do wielu innych rzeczy. A to z kolei pozwala nam cieszyć się życiem o wiele dłużej - mówi Dariusz Bednarski
Andrzej Zarębski: Aż głupio mi zaczynać w ten sposób. Ale łapię się na tym właściwie za każdym razem, kiedy rozmawiamy, kiedy wracasz z kolejnych zawodów. I z podziwu wyjść nie mogę. Z tego, że masz 56 lat i jeszcze ci się chce harować na treningach, chodzić do pracy, biegać po sponsorach. Jak to jest?

Dariusz Bednarski, nauczyciel, weteran, skoczek wzwyż, zawodnik MUKS Multiservice Płock: - Czasem ciężko. Ale ten 2010 rok dodał mi skrzydeł, jak chyba jeszcze nigdy. W rankingu światowym zajmuję 1. miejsce, zostałem halowym mistrzem świata, jestem mistrzem Polski z dwoma rekordami kraju: na hali to 175 cm, a na stadionie 177 cm. Po przeliczeniu na seniorski wynik dałoby mi to 236 cm! A to najlepszy wynik w tym roku na świecie, który uzyskał Iwan Uchow.

No to matematycznie twojej motywacji nie ma co się dziwić.

- Jasne, przecież widać, że to, co robię, przynosi efekty. Ale wiesz co? Jestem po konsultacjach z Edwardem Czernikiem, jedynym polskim zawodnikiem, który przerzutem skoczył 220 cm, z tym samym, który na olimpiadzie w Tokio zajął szóste miejsce. Powiedział mi, że jak wyeliminuję dwa błędy, to będzie mnie stać na rekord świata. I jeszcze bardziej mnie zmotywował, żeby podkręcić śrubę i wycisnąć z organizmu, co się da. Muszę się śpieszyć, bo już każdy dzień mi ucieka, a recepty na długowieczność i młodzieńczość ciągle nie ma. Więc pozostaje mi tylko systematyczny trening i to co Bozia jeszcze da.

Powiedz coś o tych błędach.

- Źle stawiam nogę odbijającą. Przez to skręcam się biodrami i wpadam w poprzeczkę. Drugi błąd - dziwnie to brzmi dla laika i bez powtórzeń powiedzieć się nie da - za krótki wymach nogi wymachowej. Inaczej mówiąc, jest trochę za krótko prowadzona, co powoduje, że nie wznoszę się do góry. Dużo nad tym pracuję, ale jak się samemu trenuje, to nie mogę nic analizować na bieżąco.

Jak sobie w takim razie radzisz?

- Nagrywam skoki i dopiero w domu analizuję, i w głowie sobie układam, co trzeba jeszcze poprawić. Ale najważniejsze, że muszę przy tym wszystkim mieć kocią zwinność, czuć poprzeczkę i odbicie. Takie naprawdę poprawne wzniesie mnie o 5-7 cm wyżej.

Konkretnie, w jaki rekord celujesz?

- Chcę skoczyć kiedyś 182 cm. Warunek jest jeszcze taki, że muszę to zrobić wyłącznie na mistrzostwach Europy, mistrzostwach Świata lub jednym z mityngów spełniających odpowiednie wymogi, mających dużą rangę. Gdybym zrobił to np. w Płocku, rekordu nikt by nie uznał. Czyli na tych najważniejszych stratach muszę być w hiperformie. Inna sprawa, że na imprezach mistrzowskich raczej nie myśli się o rekordach, tylko o medalach. A wtedy skacze się niżej.

Przelicz dla mnie coś jeszcze. Te 182 cm, dałyby ci...

- Ponad 240 cm! Wyżej niż wynosi rekord Polski Artura Partyki, który skoczył 238 cm.

Krótko mówiąc, byłbyś pierwszy, najlepszy.

- Ha, ha, ha. Ale tylko w mastersie i po przeliczeniu. Choć byłoby to miłe uczucie. Może się uda, może chociaż 180 cm... Będę walczyć. W Sopocie pokonałem poprzeczkę zawieszoną na wysokości 177 cm. Trzykrotnie atakowałem 179 i za każdym razem byłem już właściwie za poprzeczką. Tylko te lekkie muśnięcia wszystko psuły. Zabrakło szczęścia, no i dał o sobie znać ten błąd nogi odbijającej. Nie stawiam jej równolegle, tylko pod kątem. Sport opiera się na pewnych prawach fizyki, które warunkują poprawne odbicie i lot. Muszę nad tym pracować.

Czy to, co robisz na co, dzień różni się od tego, co robią młodsi zawodnicy?

- To ciekawa sprawa. Startowałem już w kilku naprawdę prestiżowych mityngach. Poznałem na nich najlepszych polskich skoczków: Sylwestra Bednarka, Konrada Owczarka, Wojciecha Theinera, Piotra Ślebodę Jarosława Rutkowskiego. Porównywaliśmy - i do dzisiaj to robimy - swoje treningi. Oni czasem podpytują mnie, co ja robię i na odwrót. Nasz trening jest zbliżony. Bez wdawania się w techniczne szczegóły, powiem, że zimą ładujemy akumulatory, a potem robimy całą resztę (śmiech). I ja i oni musimy cały czas pokonywać opory własnego ciała. Może mamy treningi żmudne i ciężkie, ale tak musi być.

W ogóle skoczkowie są blisko ze sobą. Zaproponowałem im kiedyś, żebyśmy mówili sobie po imieniu. Mogę z dumą powiedzieć, że jesteśmy kolegami. Tylko ja ciut starszy... Wiesz, co jest miłe? Że czasem traktują mnie jak guru skoków. Mnie Darka Bednarskiego. Są pełni uznania dla mojego uporu i wigoru, i liczą, że też dożyją wieku i w dobrym zdrowiu będą mogli skakać w kategorii masters.

Próbowali kiedyś tak jak ty, skoczyć, hmm, okrakiem?

- Stylem przerzutowym... Rozmawiałem z Piotrkiem Ślebodą z Grudziądza. Był zafascynowany tym stylem i spróbował go na treningach. Podejrzewa, że można by przerzutem skoczyć nawet powyżej 235 cm! Ale zaraz potem dodał, że to wyższa szkoła jazdy (śmiech).

W święta też będziesz trenował czy zrobisz sobie krótką przerwę?

- Niestety w moim treningu nie ma miejsca na święta i nie może tu być odstępstw. Swoje trzeba zrobić. Choć jeden wyjątek można zrobić. Czyli włączyć w proces przygotowawczy... odkurzanie i ubieranie choinki.

Można jeszcze lepić pierogi. Choć nie, nóg byś tak nie wytrenował.

- Moja żona Basia pewnie bardzo chętnie by mnie w ten sposób wykorzystała. Ale wie, że ja w kuchni nie czuję bluesa. Co innego próbować, co ona zrobi. Tylko to z kolei mogłoby być dla tuszy niebezpieczne. Dlatego jestem od sprzątania i zakupów.

Jak ci się udało przetrwać w tym świecie?

- Jeżeli ktoś złapie sportowego bakcyla za młodu, to mu to zostanie do końca życia. Wszystko jest uwarunkowane możliwościami. Dajmy na to inżynier budowlany na sport tyle czasu nie poświęci. Ja pracuję w szkole, w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym nr 1 w Płocku, i ze sportem mam do czynienia na co dzień. Dzieciaki nie dadzą mi o nim zapomnieć. I to jest ta moja przewaga nad innymi. Do tego dochodzi jeszcze pasja.

Generalnie wszystkich ludzi bez względu na to, czy są sportowcami, czy nie, trzeba cały czas przekonywać, żeby kulturę fizyczną zaczęli traktowali poważnie. To droga do zdrowia. Ruch dotlenia, sprawia, że człowiek się lepiej czuje i ma motywację do innych rzeczy. A to z kolei pozwoli nam się cieszyć życiem o wiele dłużej.