Wisła i Jutrzenka atakują z rozmachem

Śmiało można powiedzieć, że zarówno młodzi szczypiorniści Wisły, jak i dziewczęta z Jutrzenki, przebojem awansowali do półfinałów mistrzostw Polski juniorów
Podopiecznym Roberta Jankowskiego i Olgierda Sęka przytrafiło się jednak jedno potknięcie, gdy w drugim meczu rozgrywanych w Płocku ćwierćfinałów, przegrali 29:30 z KSSPR Końskie. Goście świetnie wyłączyli z gry leworęcznego Pawła Paczkowskiego, który jest motorem napędowym nafciarzy. Pozwolili mu zdobyć ledwie dwie bramki. Płocczanie często też lądowali na ławce kar, na której spędzili łącznie 20 min, przy ledwie jednym wykluczeniu gracza z Końskich.

- Chyba mamy jakiś kompleks tego klubu - śmieje się Robert Jankowski. - Przed rokiem przegrali z nimi nasi zawodnicy z rocznika 1993 i 1992. Może dlatego teraz popełniliśmy zbyt dużo błędów. Przecież gubiliśmy piłki nawet bez kontaktu z przeciwnikiem. No i te kary...

Jedyną rzeczą, jaką nafciarze stracili, była możliwość rozgrywania turnieju półfinałowego w Płocku. Bo w pozostałych spotkaniach nie dali rywalom żadnych szans, żadnej nadziei. Zaczęli turniej od starcia z Energetykiem Gryfino. Już po 12 min prowadzili 11:2 i potem mogli spokojnie kontrolować to, co dzieje się na parkiecie. "Poszaleli" też trochę Paweł Płoński i Michał Sikorski, którzy rzucili odpowiednio po 8 i 7 goli. Wisła zwyciężyła ostatecznie 46:17.

Na koniec gospodarze zmierzyli się z ekipą ZEW Świebodzin. Rywal z góry skazany był na pożarcie. Z dwóch powodów. Nafciarze byli rozdrażnieni porażką z Końskimi i musieli ją sobie na kimś odbić. Po drugie Wisła musiała wygrać, żeby awansować do półfinału. Jak bardzo byli zdeterminowani, pokazali w pierwszej połowie, która zakończyła się ich prowadzeniem 24:13. Potem cel mieli jeden. Przekroczyć magiczną "50". Efekt? Zwycięstwo 51:26!

Ostatecznie nafciarze zajęli drugie miejsce. - Szkoda tej porażki z Końskimi [KSSPR wygrał turniej], bo mogliśmy być organizatorem także półfinałów. A tak o awans do finału będziemy walczyć w Głogowie - mówi Jankowski.

Swój ćwierćfinałowy turniej miały też juniorki z AZS PWSZ Jutrzenka. Tylko że podopieczne Jarosława Stawickiego musiały grać aż w Komprachcicach. Poza płocczankami w imprezie brały udział dziewczyny z LUKS Sukces Komprachcice, Sośnicy Gliwice i KPR Kobierzyce.

Wydawało się, że Jutrzenkę czeka trudna przeprawa. W końcu Sośnica to czwarty zespół mistrzostw Polski juniorek z 2010 r., a KPR Kobierzyce 5. MP juniorek młodszych, także z ubiegłego roku. Problem był jeszcze jeden. Z powodu kontuzji na ćwierćfinał nie mogła jechać Karolina Żurańska.

Okazało się jednak, że problem miały rywalki. Bo dziewczyny Stawickiego już pierwszego dnia pokonały Sośnicę 22:15. I co ciekawe, wygrały jako zespół, a nie dzięki indywidualnościom. Z 22 goli dla naszych dziewczyn aż trzy zawodniczki Sylwia Neitsch, Edyta Charzyńska i Paulina Jankowska, miały na koncie po cztery bramki, a Paulina Zaremba i Aleksandra Majak po trzy.

Potem było jeszcze lepiej. Drugi rywal KPR Kobierzyce i drugie zwycięstwo, tym razem 32:23. W tym pojedynku wyróżniły się przede wszystkim Edyta Charzyńska i Aneta Wojciechowska. Pierwsza rzuciła dziewięć goli, druga osiem.

Teraz wystarczyło tylko postawić kropkę nad "i" w pojedynku z gospodyniami. I płocczanki postawiły, wygrywając 36:23. - Wygraliśmy ćwierćfinały tak spokojnie, bo procentuje doświadczenie, jakie dziewczyny zbierają w seniorskiej II lidze - tłumaczy prezes Jutrzenki Sławomir Jarosz. - Jeszcze rok temu ginęliśmy gdzieś na tym poziomie, a teraz wyraźnie zaznaczyliśmy swoją obecność. Przecież dziewczyny dominowały na parkiecie. No ale, teraz czeka nas dużo trudniejsza przeprawa. W przyszły piątek jedziemy na półfinały do Gdyni, gdzie zmierzymy się m.in. z Vistalem Łączpol Gdynia, czyli zespołem, który stanowi zaplecze dla szczypiornistek z PGNiG Superligi. Może być fajna, wyrównana walka, ale raczej jesteśmy spokojni o awans do czołowej ósemki.