Sport.pl

Piłkarze Wisły grali ze Stalą: Sytuacji bez liku, gola ani jednego

Piłkarze Wisły mieli pewnie podążyć po trzy punkty i rozpocząć marsz na szczyt tabeli II ligi grupy wschodniej. Na razie z marszu nic nie wyszło. Bo nafciarze tylko zremisowali ze Stalą Rzeszów 0:0.
A początek nie wyglądał źle i zdawał się potwierdzać przedmeczowe zapowiedzi, że tym razem piłkarze zagrają nie tylko lepiej, ale przede wszystkim skuteczniej. Krótko mówiąc, że zagrają w sam raz, żeby zatrzeć wrażenie, jakie pozostawili po wyjazdowej porażce z Jeziorakiem Iława.

Dobre akcje prawą stroną boiska co chwila przynosiły dobre szanse na zdobycie bramek. Pierwszą już w 6. min, kiedy do prostopadłego podania od Mateusza Lewandowskiego dopadł Jakub Zabłocki. Rajd napastnika zakończył się dograniem piłki na piąty metr. Dokładnie w to miejsce, w którym za chwilę miał się znaleźć Bartosz Wiśniewski. Niestety ten minimalnie się spóźnił.

Kolejna szansa przyszła w 11. min. Tym razem Zabłocki strzelał już sam, ale pewnie interweniował bramkarz gości. Na tym nie koniec. Bo po kilkudziesięciu sekundach atakowali w trójkę Lewandowski, Zabłocki i Wiśniewski. Mieli przed sobą tylko bramkarza. Jednak ten pierwszy zamiast dograć piłkę kolegom, postanowił sam wykończyć akcję, co było błędną decyzją. Bo piłka znów padła łupem Tomasza Wietechy. Powoli nieskuteczność stawała się nudna. Zwłaszcza po tym, jak w 20. min Wiśniewski kropnął wysoko nad bramką.

Podobać mogło się jedynie to, że płoccy piłkarze nadal dążyli do strzelenia gola. Jak to się stało, że w 27. min nie padł? Nikt nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie. Najpierw z lewej strony wrzucił piłkę w pole karne Damian Jaroń. Wślizgiem próbował wybić ją Krystian Lebioda i omal nie pokonał własnego bramkarza. Na szczęście dla gości trafił w słupek. Ale na tym nie koniec, bo do futbolówki dopadł jeszcze Wiśniewski. Powinien być gol. Do bramki było blisko, a i właściwie była pusta. Prosta sprawa. Niestety nie dla Wiśniewskiego, który owszem trafił, ale w poprzeczkę.

- W pierwszej połowie mogliśmy ten mecz sobie spokojnie ułożyć - podsumował po spotkaniu Piotr Karwan. - Mieliśmy niezliczoną ilość sytuacji. Stal niczym nas nie zaskoczyła, wiedzieliśmy, jak to wszystko będzie wyglądało. A w drugiej połowie? Minuty uciekały...

No właśnie, druga połowa wyglądała zupełnie inaczej. Piłkarze Stali Rzeszów, widząc, że "nie taki diabeł straszny", sami postanowili przynajmniej spróbować zdobyć gola. Było im o tyle łatwiej, że gospodarze grali zdecydowanie wolniej. W 68. min Konrad Maca zagrał do Wojciecha Krauzego, który uderzył płasko, po ziemi. Piłkę zdołali wybić jeden z płockich obrońców. Jeszcze lepszą sytuację goście mieli w 84. min. Z dziesięciu metrów uderzał Wojciech Fabianowski. Wydawało się, że nie ma takiej siły, która zatrzymałaby zmierzającą do siatki piłkę. Mateusz Bąk spisał się jednak znakomicie.

- Wiedzieliśmy, że przyjeżdżamy do Płocka na bardzo trudny teren. Zdawałem sobie sprawę, że Wisła jest zespołem z aspiracjami na awans do I ligi i w pierwszej połowie było to widać - stwierdził trener gości Andrzej Szymański. - Gdybyśmy stracili dwie bramki, moglibyśmy mieć pretensje tylko i wyłącznie do siebie. Nie wiem, co zadecydowało o tym, że Wisła nic nie strzeliła, może nasze szczęście, może jakieś błędy rywala? Dlatego w drugiej połowie po ostrej reprymendzie w szatni mój zespół wyszedł na boisko i pokazał, że potrafimy grać. Zapowiadałem, że przyjedziemy do Płocka po trzy punkty, nie udało się, musimy dużo w naszej grze poprawić.

Wisła Płock - Stal Rzeszów 0:0

Wisła: Bąk - Nadolski, Karwan Ż, Pacan, Hus (90. Pielak) - Jaroń, Wyczałkowski, Nowacki, Lewandowski (70. Grudzień) - Wiśniewski (77. Biliński), Zabłocki (66. Twardowski).

Stal: Wietecha - Lebioda Ż, Czarny, Rzucidło Ż, Serafin - Reiman (79. Krzysztoń), Margol, Prokić, Krauze - Jędryas, Maca (81. Fabianowski Ż).

Sędziował: Marcin Słupiński (Łódź)

Widzów: 500.