Nowy "Big" sezon piłkarzy ręcznych Wisły

W sobotę piłkarze ręczni Orlen Wisły meczem z MMTS-em Kwidzyn zainaugurują nowy sezon. Tylko dlaczego na kilka dni przed startem ligi klub chce się pozbyć filaru płockiej obrony?
Płocczanie poczynili wzmocnienia, które mają pomóc im najpierw awansować, a później zawojować Velux EHF Ligę Mistrzów, jak również rozgrywki krajowe. Sukces klubowi ma zapewnić czterech graczy o uznanej marce w Europie. Są to: Valentin Ghionea z Rumunii, Chorwat Marin Sego oraz dwaj Serbowie - Ivan Nikcević i Petar Nenadić. Jak by nie patrzeć, klub ściągnął solidne posiłki, by dostać się do elitarnego grona 24 najlepszych siódemek Starego Kontynentu, a także odbić tytuł mistrza kraju odwiecznemu rywalowi z Kielc. Ale piękny obraz tego, co już udało się zbudować, mąci wiadomość o zakusach zarządu SPR Wisły Płock pozbycia się z drużyny filaru płockiej defensywy Zbigniewa Kwiatkowskiego.

Przypomnijmy, że w przerwie zimowej poprzedniego sezonu klub miał już podobne zamiary. Popularny "Big" zaskakująco szybko otrzymał lukratywną propozycję przejścia do niemieckiego Bergischer. Ofertę jednak odrzucił.

Teraz na jego miejsce zarząd klubu próbuje ściągnąć Węgra, na co dzień grającego w MKB Veszprem, Ferenca Ilyesa. Z punktu widzenia sportowego jest to bardzo dobry transfer, bo Ilyes może grać zarówno w ataku, jak i w obronie. Ale czy to dobry pomysł, żeby przed najważniejszymi meczami w turnieju o dziką kartę Ligi Mistrzów (odbędzie się we francuskim Saint Raphael 8-9 września) demolować najważniejszy punkt zespołu, czyli środek obrony? Tym bardziej można być zaniepokojonym, że ostateczne decyzje zapadną dopiero w przyszłym tygodniu.

Na nic zdało się oczekiwanie na szumnie zapowiadane oświadczenie w tej sprawie, które miał wystosować klub. Z trudem też można było znaleźć osobę, która podjęłaby się odpowiedzi na nurtujące nas, i zapewne wielu fanów piłki ręcznej w Płocku, pytanie.

Zanim więc poznamy ostateczne rozstrzygnięcia, w sobotę inauguracja PGNiG Superligi. Nie wiadomo, czy w składzie nafciarzy zobaczymy Zbigniewa Kwiatkowskiego, który niewątpliwie pomógłby drużynie w meczu z MMTS-em - zespół ten nigdy nie leżał płocczanom.

- Jak na razie przygotowujemy się tylko do tego spotkania, tylko o tym meczu myślimy - mówi drugi szkoleniowiec Orlen Wisły Krzysztof Kisiel. - Czas na to, żeby przygotować się do turnieju o dziką kartę, będzie po inauguracji superligi. Wiemy, że Kwidzyn za bardzo nam nie leży i zawsze gra się z nimi ciężko, dlatego musimy być maksymalnie skoncentrowani i odnieść zwycięstwo we własnej hali.

Drużyna z Kwidzyna prowadzona przez Krzysztofa Kotwickiego przeszła przed sezonem metamorfozę. Z klubu odeszli Damian Kostrzewa, Kamil Krieger - obaj są teraz zawodnikami Tauronu Stali Mielec - a także Michał Waszkiewicz, Marcin Markuszewski, którzy wzmocnili Spójnię Wybrzeże Gdańsk, oraz Patryk Rombel, który zakończył sportową karierę.

Mimo tych zmian nie można lekceważyć czwartej drużyny poprzedniego sezonu, bo o jej sile stanowią młodzi, utalentowani zawodnicy. Wśród nich m.in. eksnafciarz Tomasz Klinger. - Zawsze stawiam sobie wysokie cele. Kiedy pojawiła się okazja, by przejść do MMTS-u [wcześniej grał w Jurandzie Ciechanów - red.], długo się nie zastanawiałem. Musiałem wykorzystać taką szansę. Atmosfera w zespole jest super, koledzy też. Myślę, że jak już postawiłem im pierwsze piwko, to znaczy, że mnie zaakceptowali - uśmiecha się nowy rozgrywający MMTS-u.

Zawodnik, który przed startem ubiegłego sezonu nie znalazł uznania w oczach szkoleniowców z Płocka, będzie miał okazję udowodnić swoją wartość. - Nie mam zadry w sobie, że nie wyszło mi w Płocku i nie udało się przebić do pierwszego zespołu - dodaje Klinger. - Nie zmienia to faktu, że będę chciał zaprezentować się przed płocką publicznością jak najlepiej. Zdajemy sobie sprawę z tego, z jakim przeciwnikiem mamy do czynienia, ale wyjdziemy na boisko po to, by wygrać.

Inauguracyjny mecz PGNiG Superligi Orlen Wisła - MMTS Kwidzyn odbędzie się w sobotę w Orlen Arenie. Początek o godz. 17.30.