Czas na Ligę Mistrzów. Jurkiewicz: Chcemy uczynić z naszej hali twierdzę

Pojedynek z THW Kiel będzie naszym pierwszym, w którym to rywal wystąpi w roli zdecydowanego faworyta. Wielu uważa, że każdy wynik inny niż zwycięstwo Niemców będzie sporą sensacją. Ale nie będziemy składać broni - mówi rozgrywający Orlen Wisły Płock Mariusz Jurkiewicz.
Artur Niesłuchowski: Niezależnie od klasy rywala do każdego spotkania podchodzi pan z niesamowitym zaangażowaniem. Skąd się to bierze?

Mariusz Jurkiewicz, rozgrywający Orlen Wisły Płock : Po prostu wydaje mi się, że inaczej się nie da. Na tym poziomie nikt nie odpuszcza. Ogólnie są zawodnicy, którzy mają talent i na boisku wszystko przychodzi im łatwiej, oraz zawodnicy, którzy muszą ciężko pracować. Ja zaliczam się do tych drugich, dlatego zaangażowaniem na treningach staram się nadrabiać pewne słabości.

Od początku sezonu prezentuje pan bardzo wysoką formę. W opinii wielu obserwatorów pańskie przyjście do Orlen Wisły uznawane jest za najlepszy transfer nafciarzy w tym sezonie.

- Czuję się świetnie i będę chciał utrzymać swoją formę jak najdłużej. Jednak sezon trwa dziesięć miesięcy i przy tak dużej liczbie spotkań zawsze się zdarza, że dyspozycja zawodnika tworzy pewnego rodzaju sinusoidę. Chodzi o to, żeby jak najdłużej utrzymywać się nad kreską, a nie pod nią. Trener Manolo Cadenas ma ogromne doświadczenie w przygotowywaniu zespołów, dlatego wierzę, że dzięki niemu moja forma cały czas będzie na wysokim poziomie.

Poznał już pan trochę polską ligę. Co pan sądzi o jej poziomie?

- Polska liga z roku na rok robi krok do przodu. Drużyny spoza czołówki starają się równać swoim poziomem do liderów: Orlen Wisły Płock i Vive Targi Kielce. Widać, że takie zespoły jak Górnik Zabrze czy Pogoń Szczecin rozwijają się z głową. Mam nadzieję, że taka tendencja się utrzyma i w przyszłym roku nasza liga zrobi kolejny krok do przodu.

A jak wypada w porównaniu z hiszpańską ligą ASOBAL?

- Polska liga wciąż się rozwija, a poziom hiszpańskich rozgrywek nieco się pogarsza. W ogóle, jeśli chodzi o ligę ASOBAL, to należy rozbić ją na różne okresy. Najwyższa klasa rozgrywkowa na Półwyspie Iberyjskim w latach 2003-2006 była jedną z najsilniejszych lig na świecie. Wtedy rozpoczynałem swoją przygodę w Hiszpanii. Niestety, później ze względu na kryzys finansowy wiele klubów nie miało pieniędzy, by odpowiednio się rozwijać. To spowodowało, że rywalizacja o najwyższe trofea toczyła się najpierw pomiędzy czterema drużynami, później już tylko między dwoma.

W środę pokonaliście Górnika Zabrze. Czy spodziewał się pan zwycięstwa różnicą 8 bramek nad rywalem, w składzie którego gra wielu świetnych zawodników?

- Wiedzieliśmy, że Górnik to drużyna nieobliczalna. Pokazała to w pierwszej kolejce, w meczu w Kielcach, gdzie bardzo długo stawiała opór mistrzom Polski. Nastawialiśmy się na ciężki pojedynek i liczyliśmy się z tym, że łatwo nie będzie. Zdążyliśmy przyzwyczaić już kibiców do dobrych pierwszych minut w naszym wykonaniu. Jednak tym razem początek był bardzo wyrównany. Swoją przewagę musieliśmy budować z minuty na minutę.

Ten pojedynek był dobrą próbą przed niedzielnym starciem z THW Kiel w Lidze Mistrzów?

- Przed spotkaniem z Zabrzem nie zastanawialiśmy się nad meczem z Zebrami. Mamy taką zasadę, że idziemy z meczu na mecz do przodu. Do każdego rywala podchodzimy z pełną powagą i szacunkiem. Przygotowania do pojedynku z THW rozpoczęliśmy dopiero po spotkaniu z Górnikiem Zabrze. Gdybyśmy myśleli już w środowym pojedynku o rywalizacji z THW, to moglibyśmy wyrządzić sobie sporą krzywdę. W Hiszpanii mieliśmy takie powiedzenie: "Trzeba iść most po moście. Najpierw przekrocz pierwszy, żeby potem myśleć o przekroczeniu drugiego". Myślę, że taka zasada krok po kroku jest jak najbardziej odpowiednia. Gdybyśmy podeszli lekceważąco do konfrontacji z Górnikiem, to mielibyśmy ogromne problemy. Rywal mógłby sprawić niespodziankę, której bardzo chcieliśmy uniknąć.

Tym meczem rozpoczęliście maraton spotkań. Będziecie grać teraz co trzy, cztery dni na przemian w polskiej Superlidze i Lidze Mistrzów.

- Jest to bardzo męczące. A do tego dochodzą jeszcze bardzo długie podróże. Nie są to optymalne warunki do pozostawania w wysokiej formie. Niestety, ale tak wygląda kalendarz, tak grają wszystkie drużyny i nie można narzekać na ilość spotkań, którą mamy do rozegrania. Po to ciężko pracowaliśmy w okresie przygotowawczym, żeby przystosować się do trudów sezonu. Od początku wiedzieliśmy, co nas czeka i teraz nie narzekamy, tylko ciężko pracujemy.

Jesteście w stanie walczyć o punkty z takim rywalem jak Kiel?

- Pojedynek z Niemcami będzie naszym pierwszym, w którym to rywal wystąpi w roli zdecydowanego faworyta. We wcześniejszych spotkaniach z Montpellier szanse były wyrównane. Wielu kibiców uważa, że każdy wynik inny niż zwycięstwo Zebr będzie sporą sensacją. My na pewno nie będziemy składać broni, zmierzymy się z jedną z najlepszych drużyn w Europie. Sam jestem ciekaw, jak to wszystko nam wyjdzie. Mamy bardzo trudną grupę, w której, żeby myśleć realnie o awansie, w każdym meczu we własnej hali musimy walczyć o zwycięstwo. Wiemy, że na wyjeździe będzie o nie niezwykle trudno. Dlatego chcemy uczynić z Orlen Areny twierdzę, z której żaden rywal nie wywiezie łatwych punktów.

Zespół z Kilonii wydaje się być nie tą samą drużyną, która w ubiegłym roku triumfowała na trzech frontach. Ubiegły sezon nie był już tak udany dla Niemców.

- To, że THW w ostatnim sezonie nie zdobyło Ligi Mistrzów, świadczy o tym, że inne drużyny nie śpią i podnoszą swój poziom. Zmiany, które zaszły w niemieckiej ekipie, nie są żadną rewolucją. To dalej jedna z najmocniejszych drużyn w europejskiej stawce i nie ma mowy o żadnym obniżeniu poziomu. Dla nas będzie to świetny sprawdzian, który zobrazuje nam, co jesteśmy w stanie zaprezentować na tle takiego rywala.

Co jesteście w stanie osiągnąć w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów?

- W tym momencie zdajemy sobie sprawę, w jakiej jesteśmy sytuacji. Wiele osób twierdzi, że znaleźliśmy się w "grupie śmierci". Każdy pojedynek będzie kluczowy, jeśli chodzi o wejście do kolejnego etapu rozgrywek. Mówi się, że pierwsze dwa miejsca w grupie zarezerwowane są dla THW i Vive. Jednak awans drużyny te będą musiały wywalczyć na parkiecie, a my na pewno im w tym nie pomożemy. Mam nadzieję, że ciężką pracą na boisku uda nam się wywalczyć jedno z miejsc premiujących do wyjścia z grupy. Później wiadomo, że będziemy liczyli na trochę szczęścia w losowaniu. Ale na razie nie wybiegamy tak daleko w przyszłość. Skupiamy się na każdym kolejnym meczu. Do lutego, kiedy to rozstrzygnie się kwestia awansu, jeszcze wiele może się wydarzyć.