Polacy pokazali na Supercup, że są drużyną. Niezły występ nafciarzy

- Naszym najważniejszym celem było przede wszystkim dobrze zagrać na turnieju Supercup. Myślę, że mimo poważnych braków kadrowych możemy być zadowoleni z postawy zawodników. Pokazali, że są drużyną - mówi Jacek Będzikowski, asystent trenera reprezentacji Polski w piłce ręcznej.
W niedzielę polscy piłkarze ręczni zajęli drugie miejsce w towarzyskim turnieju Supercup w Niemczech. W decydującym meczu biało-czerwoni przegrali w Hamburgu z Niemcami 23:24 (11:11). Podopieczni Michaela Bieglera jechali, by przetestować kilku zawodników i poszukać alternatywy na pozycji prawego rozegrania.

- Na tej pozycji pewne miejsce w składzie reprezentacji ma Krzysztof Lijewski, ale pod jego nieobecność musieliśmy wypracować alternatywę na wypadek, gdyby coś uniemożliwiło mu udział w mistrzostwach Europy. I Robert Orzechowski, i Michał Szyba zaprezentowali się dobrze - chwali asystent selekcjonera reprezentacji Polski.

Nieźle wypadli też gracze Orlenu Wisły Płock. Ich występ tak podsumowuje Jacek Będzikowski:

-- Adam Wiśniewski udowodnił, że jest numerem 1 na pozycji lewoskrzydłowego, bardzo dobrze gra w obronie.

-- Mariusz Jurkiewicz wystąpił jedynie w meczu z Egiptem, zdobył jednego gola. Z powodu niegroźnej kontuzji prawego łokcia nie zagrał ze Szwecją i Niemcami. Choć w tym ostatnim meczu był do naszej dyspozycji, normalnie trenował, to jednak postanowiliśmy go oszczędzać. To był tylko turniej towarzyski, nie było więc sensu narażać jego zdrowia, wiedząc, że czekają go jeszcze trudne mecze w Orlenie Wiśle Płock.

- Z dobrej strony pokazał się Kamil Syprzak. W meczu z Niemcami grał długo, zdobył trzy bramki, ale ma jeszcze deficyty - to gra w obronie i powrót z ataku do obrony. Nad tymi elementami musi dużo popracować w klubie.

-- Bramkarz Marcin Wichary wystąpił w drugiej połowie pojedynku ze Szwecją. To wynikało z tego, że mieliśmy trzech bramkarzy i każdemu chcieliśmy dać szansę pokazania się na turnieju. W pierwszym spotkaniu zależało nam na zwycięstwie, dlatego przez cały mecz bronił Sławomir Szmal. W pojedynku kończącym turniej polskiej bramki strzegł też Piotr Wyszomirski.

Przed styczniowymi mistrzostwami Europy kadrowicze spotkają się jeszcze na jednym zgrupowaniu, które odbędzie się w połowie grudnia w Pruszkowie.