Jaka przyszłość Orlen Wisły Płock?

- W tym sezonie nawet zdobycie mistrzostwa Polski nie będzie sukcesem, jeśli zarząd klubu już teraz nie zacznie budować solidnych podstaw drużyny na przyszłość - mówi były znakomity trener płockich szczypiornistów Edward Koziński, jeden z twórców płockiej szkoły piłki ręcznej.
Z pierwszym zespołem pracował najpierw w latach 1978-89. A w 2002 r. z płockimi szczypiornistami po raz drugi w historii klubu zdobył tytuł mistrza Polski. Po raz pierwszy poprowadził też nafciarzy w elitarnej Lidze Mistrzów.

Adam Małachowski: Ostatni raz rozmawialiśmy w maju, przed finałowymi meczami o mistrzostwo Polski. Od tego czasu w zespole sporo się zmieniło.

Edward Koziński: - Zmiany oceniam bardzo pozytywnie. Mam tu na myśli zatrudnienie Manolo Cadenasa. Choć z reguły jestem przeciwnikiem zatrudniania trenerów z zagranicy, to przyznaję, że pod wodzą Hiszpana widać różnicę w sposobie gry drużyny. Obrona wygląda zdecydowanie lepiej niż za czasów poprzedniego szkoleniowca Duńczyka Larsa Walthera. A lepsza gra w defensywie gwarantuje lepszą skuteczność w ataku. I decyduje o jakości gry. W tym sezonie kilka meczów było naprawdę dobrych. A dodajmy, że na jakość mają wpływ również wykonawcy, szczególnie Mariusz Jurkiewicz i Marcin Lijewski. Obaj są ogromnym wzmocnieniem zespołu. Ale potrzebne są też retusze w składzie.

A konkretnie?

- Potrzebny jest nam drugi kołowy o wyższych umiejętnościach niż Muhamed Toromanović. Bo choć uważam Bośniaka za niezłego gracza, to jednak do czołówki europejskiej z nim nie zajedziemy. Kołowy to centralna postać zespołu. Podobnie jak bramkarz. O ile w bramce mamy dwóch graczy na wysokim poziomie, o tyle na pozycji kołowego brakuje nam zawodnika klasowego. Kamil Syprzak musi mieć od kogo się uczyć.

Potrzebujemy też środkowego rozgrywającego.

- I w tym wypadku warto byłoby sprowadzić Bartłomieja Jaszkę do Płocka. Mielibyśmy wówczas dwa w jednym: reprezentanta Polski i superśrodkowego rozgrywającego.

Taki zawodnik jednak trochę kosztuje.

- Z przyjacielem, który jest przekonany, że zna się na piłce ręcznej, często kłócę się na ten temat. Jeżeli nie stać mnie na kupno butów narciarskich najlepszej marki, to co, mam nie jeździć na nartach? Nie, wystarczy kupić najlepsze polskie. Jeżeli nie stać mnie na supergraczy, to kupuję najlepszych polskich. Ale nawet tego nie musielibyśmy robić, gdybyśmy sami nie oddawali naszych tak jak Piotra Masłowskiego. On powinien grać w Wiśle już od dawna. Uważam, że to prawdziwy talent, który wypuściliśmy za darmo.

Problem w tym, że wielu uważa, że najlepszy polski zawodnik to nie to samo co z zagranicy. Różnicę widać w wyszkoleniu, umiejętnościach.

- Według mnie Nikola Eklemović wcale nie jest lepszym zawodnikiem od Masłowskiego. Cały czas próbujemy dogonić pod względem sportowym Vive Targi Kielce. Różnica między Wisłą a Vive jest taka, że nas nie stać na graczy klasy światowej. Jak pójdziemy na przebitki zawodników zagranicznych, to padniemy jak kawki, nie mamy z nimi szans rywalizacji. My kupimy dobrego zawodnika, a oni dwa razy lepszego. Dlatego musimy pójść inną drogą: wyszukiwać dobrych graczy w Polsce, a proszę mi wierzyć: są tacy w polskiej lidze. Tylko trzeba im zaufać. Zrobić coś, czego zabrakło wcześniej. Bo lepiej było kupić Eklemovicia zamiast Masłowskiego, bo to był gracz gotowy do gry, a przy Masłowskim trzeba się było napracować. Jeżeli w ciągu najbliższych dwóch sezonów Wisła ma wejść do Final Four Ligi Mistrzów, to podpiszę się obiema rękami pod tym, by kupować zawodników z zagranicy. Ale jeżeli nie, to robimy niesamowitą krecią robotę płockiej piłce ręcznej.

Przy okazji rykoszetem obrywa też polska reprezentacja.

- I całkowicie się z panem zgadzam. Teraz myślenie młodych juniorów jest takie: ja tu nie mam szans, by grać. Dochodzi do tego, że junior nie wiąże kariery sportowej z Wisłą Płock. Bo on wie, że w jego miejsce zostanie kupiony piłkarz z zagranicy. Ale czy ci z zagranicy są nam naprawdę potrzebni? Według mnie - nie. Poza tym z naszym klubem powinien współpracować człowiek, który zajmowałby się skautingiem, czyli wyszukiwaniem młodych, utalentowanych polskich zawodników. Wówczas trafialiby pod rękę Manolo Cadenasa, który potrafi pracować z młodzieżą. I wierzę, że w ciągu kilku lat doprowadziłby ich do światowego poziomu, zrobiłby z nich zawodników klasowych. Aby jednak tak się stało, trzeba zacząć wyszukiwać te talenty, sprowadzać do Płocka. Po prostu zainteresować się nimi.

W tym sezonie piłkarze ręczni Orlen Wisły prezentują dobrą formę w Lidze Mistrzów.

- W meczu m.in. z THW Kiel pokazaliśmy, że można z tą drużyną powalczyć jak równy z równym. Jakością gry nie odbiegaliśmy poziomem od rywali tak jak w poprzednich latach. Przy odrobinie szczęścia mogliśmy sprawić dużą niespodziankę. A takich dobrych meczów było kilka.

Na co stać naszą drużynę w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów?

- Awans do szesnastki najlepszych drużyn Starego Kontynentu jest na wyciągnięcie ręki. A to, co się będzie działo później, zależy od tego, na jakiego rywala trafimy. Są zespoły, z którymi nie mamy żadnych szans w dalszej rywalizacji. To np. FC Barcelona. Dlatego nie nastawiałbym się zbytnio na to, że nasza drużyna zawojuje Europę w tym sezonie.

A na krajowym podwórku?

- Przy okazji pozyskania dwóch Chorwatów [27-letni środkowy rozgrywający Janko Kević i 34-letni prawoskrzydłowy Vedran Zrnić - red.] zacząłem się zastanawiać, czy zarząd klubu ma już opracowaną strategię działania na najbliższe dwa, trzy lata. Już teraz powinno się rozmawiać i podpisywać kontrakty z tymi zawodnikami, którym umowy kończą się w czerwcu przyszłego roku. Sternicy klubu powinni wiedzieć, jak będzie wyglądać zespół w przyszłym sezonie i kto będzie w nim grał. A także rozglądać się za nowymi, młodszymi graczami m.in. na lewe skrzydło. Choć na tej pozycji mamy dwóch dobrych zawodników, to jednak oni nie będą grać wiecznie. Dlatego uważam, że w tym sezonie nawet zdobycie mistrzostwa Polski nie będzie sukcesem, jeśli klub już teraz nie zacznie budować solidnych podstaw drużyny na przyszłość. To w tej chwili jest najważniejsze. W innym razie dalej będziemy zmuszeni szukać zawodników z tzw. łapanki. I choć z przyjścia do Wisły prawoskrzydłowego Vedrana Zrnicia możemy się cieszyć, bo w obliczu kontuzji Valentina Ghionei jest w stanie go zastąpić, to czy 34-letni Chorwat jest przyszłością Wisły?