Pech i laleczka voodoo Orlen Wisły Płock

- Jedziemy już na oparach. Dlatego wszyscy, którzy dobrze nam życzą, powinni iść do katedry, pomodlić się i błagać, by w ostatnich meczach w tym roku Orlen Wisły Płock nie dotknęły już żadne kontuzje - mówi Mariusz Jaroszewski, masażysta płockich piłkarzy ręcznych.
Tak drastycznej sytuacji kadrowej w Sekcji Piłki Ręcznej Wisła nie było dawno. W ciągu zaledwie kilku tygodni ze składu wypadli zawodnicy, którzy stanowili o sile zespołu, czyli Paweł Paczkowski, Mariusz Jurkiewicz, Valentin Ghionea, Kamil Syprzak i Marcin Lijewski.

Przed środowym spotkaniem w Kwidzynie okazało się, że trenerzy nie będą mogli wystawić także 18-letniego Mateusza Piechowskiego, który na treningu przed wyjazdem podkręcił kostkę. To jeszcze bardziej ograniczyło możliwość rotacji składem w trakcie bardzo trudnego pojedynku z siódmą ekipą Superligi - MMTS-em.

Nafciarzom w Kwidzynie nigdy się łatwo nie grało. Pojedynki zawsze charakteryzowały się zaciętością, gra toczyła się na granicy brutalności. Stąd wcześniejsze obawy drugiego szkoleniowca Orlen Wisły Krzysztofa Kisiela, który życzył sobie, by ze środowego meczu wszyscy jego podopieczni wyszli cało.

Niestety, tak się nie stało. Po kilku minutach gry na parkiet po raz pierwszy na boisko wszedł kapitan płocczan Adam Wiśniewski. I od razu musiał stoczyć zacięty bój o piłkę z Tomaszem Klingerem. W ferworze walki lewoskrzydłowy Orlen Wisły upadł na parkiet, a chwilę później dostał kolanem w twarz.

- Wyglądało to bardzo źle. Kiedy podbiegłem do Adama, pomyślałem, że ma rozbity nos albo wybite zęby. Okazało się, że bardzo mocno rozciął górną wargę. Od razu pojechał do szpitala, lekarze założyli mu trzy szwy. Całe zdarzenie uważam za przypadek. Tylko dlaczego po raz kolejny w tym sezonie przez przypadek musi cierpieć zawodnik Wisły? - opowiada zdenerwowany sytuacją masażysta płockich szczypiornistów Mariusz Jaroszewski.

Przypomnijmy, że przez przypadkowe uderzenie pięścią w biceps z gry wyłączony jest Mariusz Jurkiewicz, na treningu kość śródręcza ręki złamał Valentin Ghionea. A po popchnięciu na parkiet przez dwóch Portugalczyków, oczywiście przypadkowym, ze skręconym stawem kolanowym boryka się Kamil Syprzak.

Właśnie w ten sposób kadra za każdym meczem robi się szczuplejsza. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że w najbliższym meczu wyjazdowym przeciwko Chrobremu Głogów, a może i do końca roku, kapitan nafciarzy już nie wystąpi.

Wprawdzie rozcięta warga nie uniemożliwia normalnej gry, ale ręczna jest bardzo kontaktową dyscypliną, a uraz znajduje się w miejscu szczególnie narażonym na uderzenia. Dlatego lekarze zalecają zdjęcie szwów nawet dopiero po 10 dniach.

Terminu powrotu Wiśniewskiego na parkiet nie sposób określić. O tym, czy zobaczymy lewoskrzydłowego Orlen Wisły na boisku w tym roku, zdecyduje on sam, oczywiście po konsultacji z lekarzem.

Adam Wiśniewski jest już siódmym kontuzjowanym graczem płockiej drużyny. Z jednej strony to dramat, z drugiej jednak sytuacja pokazuje poważny problem płockiego klubu. Od naszych szczypiornistów zawsze oczekujemy gry na wysokim poziomie. Niezależnie od tego, czy występują w rozgrywkach ligowych, czy w europejskich pucharach. Trudno jednak liczyć na pewne, wysokie zwycięstwa nad krajowymi rywalami. Tak samo jak trudno jest marzyć o podbijaniu Europy, jeśli trenerzy nie mają w składzie do dyspozycji wyrównanej kadry, po dwóch wyrównanych zawodników. Gdyby szkoleniowcy dysponowali wartościowymi zmiennikami, nie musielibyśmy drżeć o wyniki najbliższych konfrontacji - ligowej już w poniedziałek w Głogowie z Chrobrym i pucharowej w środę w Lubinie z Zagłębiem.

- Jedziemy już na oparach. Dlatego wszyscy, którzy dobrze nam życzą, powinni iść do katedry, pomodlić się i błagać, by w ostatnich meczach w tym roku Orlen Wisły Płock nie dotknęły już żadne kontuzje. Przyda nam się modlitwa, bo czasami tak sobie myślę, że ktoś ma laleczkę voodoo w kształcie herbu Orlen Wisły Płock i cały czas ją nakłuwa. I stąd też cały nasz niefart.

Więcej o: