Orlen Wisła chce utrzeć nosa kieleckiemu Vive

W weekend nafciarze będą się bić o pierwsze krajowe trofeum sezonu: Puchar Polski. - O tym, kto zdobędzie puchar, zdecyduje jeden mecz, w którym wszystko może się zdarzyć. Położymy na szali wszystkie siły, by osiągnąć cel - zapowiada trener piłkarzy ręcznych Orlenu Wisły Manolo Cadenas.
Rok 1992. Po dwóch latach bycia trzecią drużyną w kraju płoccy piłkarze ręczni osiągnęli największy w dziejach klubu sukces - zdobyli Puchar Polski. A do tego zostali wówczas, po raz pierwszy w historii, wicemistrzami kraju.

Choć przez następne lata płoccy szczypiorniści nie opuszczali podium mistrzostw Polski, to jednak krajowy puchar wznieśli znów dopiero w 1995 roku. Warto zaznaczyć, że przez cztery kolejne lata płocczanie mieli patent na zdobywanie tego trofeum; wywalczyli je pięć razy z rzędu. W sumie mają na koncie 10 trofeów. Wcześniej takim wyczynem nie mogła się pochwalić żadna drużyna, nafciarze długo byli pod tym względem rekordzistami.

Niestety, w tym roku mija już sześć lat od czasu, gdy nafciarze triumfowali w Pucharze Polski po raz ostatni. To dużo. W tym czasie statystyki podreperowali sobie kielczanie, którzy wyrównali wszelkie rekordy ustanowione przez klub z Płocka.

Kielecki klub, który przez ostatnie lata zdominował krajowe rozgrywki, i tym razem - przynajmniej na papierze - jest głównym kandydatem do końcowego zwycięstwa. W tym sezonie drużyny z Płocka i Kielc grały ze sobą na dwóch frontach: w PGNiG Superlidze i Lidze Mistrzów. Niestety, nafciarzom ani razu nie udało się ograć odwiecznego rywala z Kielc. Tylko raz, w starciu Ligi Mistrzów przed własną publicznością, płocczanie byli w stanie toczyć wyrównany bój z Vive, przegrany 28:30.

I, mimo iż w kolejnych potyczkach nafciarze wyraźnie przegrywali z kielczanami (w lidze 26:34 i 28:32 oraz ponownie w Lidze Mistrzów 30:38), tak naprawdę wyniki te oprócz prestiżu nie miały żadnego znaczenia.

Płoccy szczypiorniści zdążyli już udowodnić, że są zespołem nieobliczalnym, potrafiącym utrzeć nosa największym tuzom europejskiego handballa. Dowód na to dostaliśmy już przed startem rozgrywek, gdy na dzień dobry w walce o fazę grupową Ligi Mistrzów wyeliminowali naszpikowany gwiazdami francuski Montpellier. A że są zespołem wartościowym, płocczanie przypomnieli na zakończenie przygody z europejskimi pucharami. W top 16 Ligi Mistrzów - grając z gigantem piłki ręcznej, węgierskim MKB-MVM Veszprém - stoczyli pełen emocji dwumecz. Kibice będą pamiętać o nim jeszcze przez długie lata.

A trzeba pamiętać, że faworyzowani kielczanie, którzy mieli aspiracje do podbicia Europy, podobnie jak płocczanie zakończyli udział w Lidze Mistrzów na etapie top 16. To jeszcze bardziej pozwala mieć nadzieję, że kielecki team można pokonać. Bo jak nie teraz, to kiedy?

- Turniej finałowy to dla nas bardzo ważne wydarzenie. Mamy wielkie szanse na to, by pokonać zespół z Kielc i zdobyć jakieś trofeum w tym sezonie. O tym, kto zdobędzie puchar, decyduje jeden mecz, w którym wszystko może się wydarzyć. Położymy na szali wszystkie siły, by osiągnąć cel. W play-off o mistrzostwo Polski będzie trudniej ich pokonać - mówi trener Orlen Wisły Manolo Cadenas.

Po raz pierwszy w tym sezonie hiszpański trener będzie miał do dyspozycji wszystkich graczy. Nikt nie narzeka na urazy, zawodnicy są gotowi do walki. - W kontekście tego, co nas czeka w weekend w Warszawie, cieszę się z wysokiej formy naszych bramkarzy Marcina Wicharego i Marina Šego - podkreśla Cadenas.

Turniej finałowy Final Four Pucharu Polski rozpocznie się w sobotę. W pierwszym półfinale Vive Targi Kielce zmierzą się z Azotami Puławy (początek o godz. 18). Piłkarze ręczni Orlenu Wisły zagrają z Chrobrym Głogów o 20.30.

W niedzielę mecz o trzecie miejsce zostanie rozegrany o godz. 18, wielki finał rozpocznie się o 20.30. Transmisja na żywo z całego turnieju w Polsacie Sport.