Wiśniewski przed meczem ze Śląskiem: Wracają wspomnienia

Rekordzista pod względem liczby tytułów mistrza Polski - Śląsk Wrocław - będzie rywalem płockich piłkarzy ręcznych w drugiej serii spotkań PGNiG Superligi. Spotkanie zostanie rozegrane we wrocławskiej hali Orbita, transmisja w Polsacie Sport od godz. 15.
Ekipa z Dolnego Śląska ostatni raz grała w Superlidze jeszcze cztery lata temu. Na zakończenie swojego ostatniego sezonu na najwyższym szczeblu rozgrywkowym (2009/2010) wrocławianie zajęli 9. miejsce. Do następnych rozgrywek drużyna nie została zgłoszona, ze względu na problemy finansowe została rozwiązana. Dzięki staraniom osób, które przez wiele lat były związane z wrocławską drużyną (Jacek Olejnik, Daniel Grobelny), drużynę reaktywowano i zgłoszono do drugiej ligi. Szybko awansowała na zaplecze ekstraklasy, w pierwszym roku występów na tym poziomie zajęła trzecie miejsce. A w poprzednim sezonie była najlepsza. Na salony polskiej piłki ręcznej wskoczyła w dobrym stylu, nie przegrywając ani razu.

Mimo że przez ostatnie lata Śląsk nie miał możliwości rywalizacji z najlepszymi w kraju, to jednak wciąż klub ten jest rekordzistą pod względem wywalczonych tytułów mistrza Polski. Na najwyższym stopniu podium wrocławianie stawali 15 razy, ostatni raz w 1997 roku. To był bardzo pamiętny finał, w którym o złote medale walczyli również szczypiorniści ówczesnej Petrochemii.

Przypomnijmy: piąty decydujący mecz był we Wrocławiu. Podopieczni Bogdana Zajączkowskiego słabiej zagrali w drugiej połowie, gospodarze odskoczyli na kilka goli i wygrali 29:26. Ostatnią bramkę zdobył płocczanin Artur Niedzielski i chwilę później został uderzony przez bramkarza Śląska Szymona Ligarzewskiego. Wywiązała się szamotanina z udziałem wielu zawodników, do awantury doszło na trybunach. Miejscowi bili płocczan, nie oszczędzając nawet kobiet i dzieci, którym na pomoc rzucili się szczypiorniści z Płocka. Później srebrne medale nafciarze odebrali w szatni.

- Kiedy zaczynałem grać w piłkę ręczną, to ekipa z Wrocławia była czołową drużyną w kraju. Jeszcze dziewięć lat temu trudno było wygrać z tą ekipą, wygrywała niemal z każdym. Do fazy play-off przystępowała z pierwszego miejsca - wspomina kapitan Wisły Adam Wiśniewski. - Ale w składzie było sporo bardzo dobrych chłopaków z mojego rocznika. M.in. Krzysztof Lijewski czy Grzegorz Garbacz. Zresztą, ten ostatni gra w obecnej drużynie. Cieszę się, że taka firma jak Śląsk znów jest obecna na parkietach Superligi. Wracają wspomnienia.

Teraz ekipa z Wrocławia to zupełnie inna drużyna. - Cały zespół, podobnie jak trener [Piotr Przybecki - red.], jest młody, głodny sukcesów. Z tego, co wiem, wrocławianie bardzo dobrze grają w obronie, twardo. Na pewno nie położą się przed nami. Tym bardziej, że po raz pierwszy zagrają przed własną publicznością - zauważa Adam Wiśniewski. - Będą chcieli się pokazać i zrehabilitować za porażkę na inaugurację ligi w Zabrzu z Górnikiem (26:31).

W obecnej drużynie Śląska jest trzech zawodników, którzy byli związani z płockim klubem. Są to: wychowanek Łukasz Białaszek, Arkadiusz Miszka i Zoran Radojević. - Szykuje się miłe spotkanie. A z Arkiem Miszką będzie co wspominać, w końcu razem zdobyliśmy ostatni złoty medal dla Wisły - cieszy się kapitan Wisły. - Przed meczem będzie miło i sympatycznie. Mam nadzieję, że po jego zakończeniu w takim samym nastroju będę już tylko ja.

Nafciarze wyjechali do Wrocławia w piątek po porannym treningu. - Cały czas pracujemy nad zgraniem. To nie jest jeszcze to, co powinno być. Czasami nasza gra wygląda perfekcyjnie, a czasami źle. Robimy dużo błędów - przyznaje Adam Wiśniewski. - Ale dążymy do tego, by z każdym meczem błędy poprawiać, osiągać coraz to wyższy poziom, a szczyt formy przyszedł na mecze w Lidze Mistrzów.

Pojedynek Wisły ze Śląskiem odbędzie się w sobotę w hali Orbita we Wrocławiu. Początek o godz. 15, transmisja w Polsacie Sport.