Kibice w Katarze: Zabierzmy trąbki, bębenki, a po meczu zróbmy autoparadę

Adam, ale jestem z Ciebie dumna! Już nigdy nie powiem, że po 20 latach grania nie umiesz trafić do bramki! Przyrzekam! - napisała na Facebooku Emilia Wiśniewska, żona polskiego skrzydłowego. I... poleciała do Kataru
O 16.30 w Lusail Multipurpose Hall w Doha biało-czerwoni zmierzą się w piątek z gospodarzami turnieju. Stawka - finał mistrzostw świata piłkarzy ręcznych.

- Ćwierćfinał z Chorwacją oglądałam w domu z dziećmi i teściami. Była euforia, skakaliśmy i krzyczeliśmy przed telewizorem - opowiadała nam w czwartek pani Emilia.

Podczas gdy jej mąż w Katarze walczy z kadrą o medale, ona zajmuje się trójką ich dzieci i rodzinnym interesem - pensjonatem dla seniorów w Nowych Grabiach. - No, czasami tak go wkurzam, jak mi mówi, że ja czegoś nie potrafię - tłumaczyła ze śmiechem swój facebookowy wpis o strzeleckiej nieskuteczności Adama.

Dodała, że już kilka minut po zwycięstwie nad Chorwatami, pośpiesznie planowała podróż na mecz z Katarem. - Dzięki uprzejmości Związku Piłki Ręcznej udało się zdobyć dwa bilety. Okazało się, że tata Adama jednak lecieć nie może, zatrzymała go w Płocku praca. Zwerbowałam więc przyjaciółkę, spakowałyśmy się w dziesięć minut i właśnie siedzimy w samolocie do Doha. Za moment odlatujemy! - mówiła nam wczesnym popołudniem pani Emilia.

Wieczorem była już w Katarze. Wraz z nią dotarły tam m.in. żona Piotra Chrapkowskiego i partnerka Krzysztofa Lijewskiego.

Panie zamieszkają w tym samym hotelu, co kadra Polski. Wiśniewska nie ma zamiaru spędzać czasu z mężem. - Nie będę go dekoncentrować! Ja tam jadę na mecze - podkreśla żona skrzydłowego kadry i Wisły Płock. W Katarze spędzi weekend, ale nie wybiera się nawet na zakupy czy zwiedzanie. - Tylko mecze!

W wywiadzie telewizyjnym po meczu ze Szwedami Adam Wiśniewski przyznał, że akurat tego dnia jego syn ma czwarte urodziny, a znów na nich nie jest. - Trzeci raz z rzędu wypada mu wtedy mecz. Mamy Lilijanę, Bostjana i Milana. To oryginalne imiona, bo pierwszy syn będzie grał kiedyś w Chorwacji, a młodszy w Barcelonie - żartobliwie dodaje Emilia Wiśniewska.

Przyznaje, że Adam Wiśniewski wyjeżdżał na mundial z mieszanymi uczuciami. - W sercu czuł, że medal jest możliwy, ale nie był przekonany. Ja przeczuwam, że wrócimy ze zdobytym złotem. Chcę być na trybunach, kiedy będzie go odbierał, to by było spełnienie jego największego marzenia - przewiduje pani Emilia.

Na sukces liczą kibice. Ci mieszkający w Katarze zauważyli, że na meczu ze Szwedami i Chorwacją było mniej Polaków w hali. Po prostu - część wróciła do kraju po fazie grupowej. Tak jak wiceprezes SPR Orlen Wisły Płock Artur Zieliński. - Urlop się skończył, więc pozostaje mi żałować, że nie mogłem być dłużej. Polacy są w gazie, chciałbym zobaczyć półfinał na żywo.

Polakom z trybun kibicuje w porywach nawet 400 osób. Siadają obok siebie, nawet gdy mają wykupione miejsca w różne sektorach hali - choć nie zawsze pozwala na to ochrona. Wśród nich pokaźną grupę stanowią "miejscowi" - pracujący tam na kontraktach czy małżeństwa, na ogół Polek z cudzoziemcami. - Ci ludzie są cały czas w pracy, zaczynają ją rano, w południe mają długa przerwę z racji upałów, potem pracują do wieczora. Nic dziwnego, że tęsknią za krajem, za rozmową po polsku. Zatem przychodzą na mecze i tak gorąco kibicują - dodaje Zieliński.

Po wiktorii nad Chorwacją, na facebookowym profilu polskiej Polonii w Katarze zapanowała pełna mobilizacja. Przypomnijmy: kadra gospodarzy w 2013 r. zajęła na mundialu 20. miejsce, teraz - dzięki "zatrudnieniu" klasowych szczypiornistów urodzonych m.in. w krajach byłej Jugosławii - nie skończy niżej, niż na czwartym miejscu. To będzie niewygodny przeciwnik na boisku. A do tego jego kibice są wyjątkowo głośni. Do dopingu wykorzystują multum instrumentów - bębny, puzony, trąbki. Istna orkiestra dęta!

"Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie... Gdzie kupić bęben, trąbkę albo inny przedmiot zagłuszający?" - pyta na facebookowym profilu katarskiej Polonii Nina Jermakow. Podobno można bez problemu zaopatrzyć się w nie na słynnym targu Souq Waqif.

Magdalena Żeglińska, która w Katarze mieszka już 10 lat, apeluje: "Bartek Jurecki chwali nasze kibicowanie i ja wiem z doświadczenia, że kibice to połowa sukcesu. Daje to naprawdę kopa do gry. Zbierzmy wiec trąbki, bębenki od dzieci nawet, weźmy ze sobą znajomych i znajomych znajomych. Ubierzmy się na biało-czerwono i wygrajmy ten mecz z pseudoKatarczykami!".

A Ahmed Ismail (z żoną Kasią Kaźmierczak, płocczanką, mieszka w Doha) proponuje: "Polacy! Kibice! Może powinniśmy skrzyknąć dodatkowo na piątkowy mecz naszych znajomych z innych krajów? Jak trzeba, bilety im kupimy, koszulki, czapki, flagi załatwimy... Żeby Katarczyków oprócz gry, też dopingiem pokonać! Ja od siebie jestem wstanie załatwić 30-50 ludzi z Egiptu, Tunezji itd.". Ahmed dodaje, że nawet zapłaci za bilety dla tych "posiłków".

O bilety na półfinał jest już bardzo ciężko - jak sprawdziliśmy po godz. 13, w systemie sprzedaży biletów była akurat dostępna ostatnia wejściówka.

Dziennikarka Magda Pluszewska pisze na grupie katarskiej Polonii, że próbuje namówić organizatorów mistrzostw, by w trakcie półfinału puścili "Balkanicę" Piersi i "Pamiętaj" rapera Funky Polaka (ta piosenka towarzyszy m.in. walkom Tomasza Adamka). Od razu rozgrzała dyskusja - nie lepsze by były "Ona tańczy dla mnie" albo "Do przodu Polsko"? Dyskusja nie skończyła się do wieczora.

A jak wygramy z Katarem? Polonusi już wiedzą... Zbigniew Tappert proponuje: "(...) zrobimy samochodową polską paradę na Corniche! [promenadzie wzdłuż Zatoki Arabskiej - red]".

Informacja z ostatniej chwili: na polonijnym profilu Ania Skinder-Bruno donosi: "Pełen samolot kibiców doleciał, mama leciała i potwierdza, wesoły autobus wylądował".

Mnóstwo ciekawostek, zdjęć, filmów od naszego wysłannika do Kataru - czytajcie, oglądajcie