Krzywicki odblokował strzelbę. Wisła tylko zremisowała

Piłkarze nożni Wisły długo wygrywali na wyjeździe z Sandecją Nowy Sącz. Choć zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki, minutę przed końcem sędzia podyktował rzut karny, po którym gospodarze wyrównali

W pierwszej połowie przewaga podopiecznych Marcina Kaczmarka nie podlegała żadnej dyskusji. To oni częściej byli przy piłce, stwarzali więcej sytuacji pod bramką rywali. W tym czasie piłkarze Sandecji, którzy sprawiali wrażenie zaskoczonych tak ofensywną grą płocczan, nie byli w stanie wyprowadzić piłki z własnej połowy boiska. Poza kontratakiem nie stworzyli ani jednej sytuacji, po której mogliby strzelić gola. Nie mieli w tej części gry żadnych argumentów, którymi mogliby zaskoczyć bardzo dobrze prezentujących się nafciarzy.
Niestety, płoccy piłkarze zdążyli już przyzwyczaić swoich kibiców do tego, że w pierwszej połowie szturmują bramkę rywali, a w drugiej oddają pole przeciwnikowi, przez co do końca trzeba drżeć o wynik.
W poprzednich dwóch wygranych spotkaniach, z GKS-em Bełchatów (1:0) i Flotą Świnoujście (1:0) z obowiązku zdobywania bramek napastników wyręczał pomocnik Krzysztof Janus. Ale tym razem nie musiał, bo sprytem pod bramką rywali wykazał się w końcu napastnik, i to dwukrotnie, Marcin Krzywicki.
Było to jego piąte i szóste trafienie w tym sezonie. Warto zaznaczyć, że po raz ostatni wpisał się na listę strzelców w meczu ligowym przeszło dwa miesiące temu w spotkaniu z Energetykiem ROW Rybnik (2:2). Co ciekawe, w tym meczu strzelił również dwie bramki.
Wisła mogła w tym meczu prowadzić o wiele wyżej po pierwszej połowie, ale zabrakło skuteczności, trochę szczęścia i przychylności sędziego, który nie wiedzieć czemu, nie podyktował ewidentnego rzutu karnego za zagranie ręką w polu karnym jednego z zawodników Sandecji.
Po zmianie stron do głosu doszli gospodarze, którzy mieli więcej z gry, częściej byli pod bramką Wisły strzeżonej przez Seweryna Kiełpina. Ale nic nie zapowiadało dramatu nafciarzy, tego, że coś złego może im się przytrafić w tym meczu. Tym bardziej, że jeszcze w 56. minucie mogli przesądzić losy spotkania, strzelając trzeciego gola. Niestety, Paweł Kaczmarek przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem Sandecji Marcinem Cabajem.
Gospodarze przeczekali to, co najgorsze, a potem sami ruszyli do ataku. W 66. minucie Gevorg Badalyan zdobył gola kontaktowego, co dodało piłkarzom Sandecji skrzydeł. Aż się wierzyć nie chce, że przeciętnie grający w tym meczu gospodarze zdołali doprowadzić do remisu. W końcówce meczu sędzia dopatrzył się zagrania ręką Bartłomieja Sielewskiego w polu karnym i wskazał na „wapno”. Gola z 11 metrów strzelił Adam Mójta.
Już po końcowym gwizdku drugą żółtą - za przepychanki z Łukaszem Grzeszczykiem, pomocnikiem Sandecji - a w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył Fabian Hiszpański.
W kolejnym meczu, 9 listopada, Wisła zmierzy się na własnym stadionie z Okocimskim Brzesko.
Sandecja Nowy Sącz - Wisła Płock 2:2 (0:2)
Bramki: Sandecja - Badalyan (66.), Mójta (89.); Wisła - Krzywicki (17.), (24.)
Wisła: Kiełpin - Stefańczyk, Magdoń, Sielewski Ż, Hiszpański Ż, CZ - Góralski, Burkhardt (87. Sekulski) - Janus, Dziedzic (73. Wlazło), Kaczmarek (72. Grudzień) - Krzywicki