Mecz dla Marka. "Mam nadzieję, że znów razem zagramy"

Imię: Marek. Nazwisko: Jakóbczak. Rocznik: 1969. Przeszło pół życia w futbolu. Bramkostrzelny napastnik, w latach 90. bronił m.in. barw Petrochemii, Polonii Warszawa, GKS Bełchatów, izraelskiego Hapoel Beit-Shan, Jagiellonii Białystok. Ostatnio - trener. W styczniu okazało się, że najważniejszy mecz dopiero przed nim...
Kilka tygodni temu sprawę nagłośnił dziennikarz Portalu Płock Tomasz Paszkiewicz. Beata Jakóbczak opowiedziała mu: "Mój mąż walczy z nowotworem. 2 stycznia zawiozłam Go do szpitala z podejrzeniem zapalenia nerek. Po dokładnych badaniach lekarze w pierwszej wersji zaczęli podejrzewać, że jakaś bakteria opanowała organizm i spowodowała ropnie na wątrobie. Po czterech dniach wszystko stało się jasne. Nowotwór pierwotny płuc z przerzutem do wątroby i zmianami węzłów chłonnych. I o ironio... Okazało się, że nerki są w porządku. Chociaż to od nich się zaczęło. W ciągu kilku tygodni życie się nam odmieniło".

Obecnie Marek jest po drugiej chemii. - Czuję się lepiej. Cieszę się z tak wielkiego wsparcia ze strony kolegów i wielu ludzi z Płocka, Radomia, Bełchatowa i innych miast - mówi w rozmowie z "Wyborczą".

W niedzielę piłkarze Starej Wiary Wisły Płock, pamiętający dwa pierwsze - legendarne już - awanse nafciarzy do ekstraklasy, znów połączą siły. Zagrają z Polonią Warszawa w charytatywnym meczu organizowanym pod hasłem "Pomóżmy Markowi". O 15.30 na boisko ze sztuczną nawierzchnią na stadionie przy Łukasiewicza wybiegną m.in. Jacek Lasocki, Grzegorz Pietrzak, Paweł Kędzierski, Artur Serocki, Piotr Soczewka, Michał Pesta, Wojciech Małocha, Paweł Dylewski, Paweł Miąszkiewicz, Grzegorz Wenerski, Artur Wyczałkowski, Paweł Sobczak, Artur Kapela, Bogdan Jóźwiak. A także byli widzewiacy: Sławomir Gula i Zbigniew Wyciszkiewicz, ekspiłkarz Stali Stalowa Wola Arkadiusz Bilski. W ekipie Polonii wystąpią Igor Gołaszewski, Dariusz Dźwigała, Bartosz Tarachulski. Arbitrem będzie sędzia międzynarodowy Szymon Marciniak.

W trakcie meczu będzie prowadzona zbiórka pieniędzy do puszek. W niedzielę wystartuje też aukcja internetowa, podczas której będzie można licytować koszulki Wisły. Cały dochód zostanie przeznaczony na wsparcie kosztownego leczenia Marka Jakóbczaka.

- Szkoda, że musimy się spotykać w takich okolicznościach. Ale najważniejsze jest teraz, by pomóc naszemu przyjacielowi. I dać kolejny dowód, że pamiętamy o starych dobrych czasach - podkreśla były pomocnik Petrochemii Paweł Dylewski.

Przypomnijmy więc: kiedy po spadku z ekstraklasy z nafciarzami pożegnało się kilku piłkarzy oraz trenerzy Hubert Kostka i Wojciech Wąsikiewicz, mało kto wierzył i liczył na to, że płocki zespół będzie na tyle ambitny, by znów szybko awansować. Tym bardziej że kompletowanie składu i poszukiwania nowego szkoleniowca niebezpiecznie się przeciągały.

Nadzieja wróciła, gdy Petrochemię zasiliło czterech zawodników z papierami nawet na ekstraklasę. Byli to: Marek Witkowski z Jezioraka Iława oraz Bogdan Jóźwiak, Radosław Kowalczyk i Wojciech Małocha z łódzkiego Widzewa.

Po optymistycznej rundzie jesiennej, którą płocczanie zakończyli na drugim miejscu, klub jeszcze bardziej wzmocnił drużynę. Ściągnął napastnika Stali Stalowa Wola Marka Jakóbczaka. - To, że znalazłem się w Płocku, zawdzięczam temu, że Stal pokonała w Pucharze Polski Petrochemię 3:0. A moja gra spodobała się ówczesnemu trenerowi, którym był Wiesław Wojno - wspomina Marek Jakóbczak. - Wracając do tamtych czasów, nie sposób zapomnieć miłej atmosfery w zespole. Szkoda jednak, że nie było wyników. Nie potrafiliśmy wygrywać, sporo meczów kończyło się remisami lub porażkami.

Cel, jakim był powrót do ekstraklasy, nie został zrealizowany. Ale jak się później okazało, był to początek nowej jakości w płockim klubie. Trenerem dość niespodziewanie został Leszek Harabasz, który wcześniej pracował z młodzieżą, rezerwami Petrochemii. Jego zadaniem było zbudować drużynę grającą widowiskowo i skutecznie.

- I ta sztuka mu się udała. I to jak - z zachwytem opowiada Marek Jakóbczak. - Cieszę się, że byłem częścią tamtej drużyny. Że mogłem w niej grać. To był jeden z najpiękniejszych okresów w mojej karierze. Pamiętam, że powierzenie obowiązków trenerowi Leszkowi Harabaszowi było dla wszystkich zaskoczeniem. Przecież nikt wcześniej o nim nie słyszał, nikt na niego nie stawiał. Można powiedzieć, że to był człowiek znikąd. Ale jak się okazało, to był słuszny wybór. Jak mało kto potrafił skonsolidować zespół, zmobilizować do walki. A my robiliśmy to, co do nas należało. Graliśmy widowiskowo, wygrywaliśmy, zdobywaliśmy punkty. A wszystko to odbywało się przy pełnych trybunach. Po prostu coś pięknego. I znów mieliśmy ekstraklasę!

- W naszej drużynie wszystko "chodziło". Ja z Markiem dbaliśmy o to, by strzelać rywalom jak najwięcej bramek. Uzupełnialiśmy się. Marek ściągał na siebie uwagę obrońców, a ja byłem egzekutorem. W dwóch rundach w sumie ustrzeliliśmy chyba ze 40 sztuk - dodaje Wojciech Małocha.

- Współpraca była na wysokim poziomie - potwierdza Marek Jakóbczak. - Na boisku zawsze rozumieliśmy się bez słów. Jeden za drugiego dałby się pokroić, wskoczyłby w ogień. Po meczach spotykaliśmy się całymi rodzinami na wspólnych ogniskach, łączyła nas przyjaźń, która została na całe życie. Mam nadzieję, że znów będę zdrowy. I że znów razem zagramy.

Marka można wesprzeć, wpłacając także pieniądze bezpośrednio na konto: 70 1240 6133 1111 0010 5357 8092 Beata Jakóbczak (z dopiskiem: na leczenie Marka)

Więcej o: