Recepta Wisły na spokój? Jak najszybciej pokonać granicę 40 punktów

- Każdy może czuć niedosyt po takim meczu, bo to jednak my prowadziliśmy, a wtedy można oczekiwać, że taki wynik dowiezie się już do końca. Tak się jednak nie stało. Remis przyjmuję z pokorą - mówił trener Wisły Marcin Kaczmarek.
Płoccy piłkarze zremisowali w sobotę z Termalicą Nieciecza 1:1. To był trzeci mecz z rzędu, którego płocczanie nie potrafią wygrać. Wcześniej przegrali w fatalnym stylu z Chojniczanką Chojnice (0:2), a na wyjeździe z Olimpią Grudziądz zremisowali bezbramkowo.

Mecz z Termalicą było dla płockich piłkarzy okazją do rehabilitacji za tamte wyniki. Poza tym na ławce trenerskiej spotkali się starzy dobrzy znajomi z boiska: Marcin Kaczmarek i Piotr Mandrysz. Grali razem w Pogoni Szczecin w sezonie 1995/1996, a potem każdy z nich już jako trener pracował ze szczecińską drużyną: Kaczmarek w 2007 r., a Mandrysz w latach 2008-2010.

- Miło było się spotkać, porozmawiać, znamy się sporo lat, to są zawsze miłe spotkania - podkreślał trener Wisły na konferencji po meczu.

Jego vis-a-vis tak podsumował sobotni pojedynek: - Jak się remisuje na wyjeździe, to powinno się być zadowolonym. Ale nie ukrywam, że przyjechaliśmy do Płocka po pełną pulę. Mam nadzieję, że na boisku było to widać. Niestety, brakowało trochę jakości w wielu szybkich atakach. To zdecydowało o tym, że nie stworzyliśmy aż tak dużo sytuacji, po których mogliśmy pomyśleć o zwycięstwie. Choć parę było.

Szkoleniowiec Termaliki pochwalił swój zespół. - Często bywa tak, że przegrywając, trudno jest się podnieść, a moi zawodnicy się nie poddali, dążyli do odrobienia jednobramkowej straty, aż w końcu im się udało - zaznaczył Mandrysz. - Wynik jest sprawiedliwy, remis nikogo nie krzywdzi. Choć gra się po to, by wygrać. Nam się to nie udało, nie ma co rozdzierać szat, punkt też nie jest złym wynikiem.

Trener Wisły podkreślał, że jego piłkarze zdawali sobie sprawę z tego, że grają z drużyną, która w tej rundzie przegrała tylko jedno spotkanie. - To nie przypadek. Rywal ma wielu piłkarzy, którzy potrafią grać w szybkim ataku - wyjaśniał Marcin Kaczmarek. - Każdy może czuć niedosyt po takim meczu, bo to jednak my prowadziliśmy, a wtedy można oczekiwać, że taki wynik dowiezie się już do końca. Tak się jednak nie stało. Remis przyjmujemy z pokorą. Przed nami następne mecze, w których musimy zdobyć punkty. Priorytet to jak najszybsze zdobycie 40 punktów, które dadzą nam spokój. A jako beniaminek będziemy mogli pozytywnie patrzeć w przyszłość.